valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

a to historia


Uran, Neptun i diamentowy deszcz
zobacz duże zdjęcie - 600x553 - 30kB
O tym co się dzieje na peryferiach układu słonecznego, czyli w okolicach planet Uran i Neptun wiemy bardzo niewiele. Nieco światła w tej dziedzinie dały badania przeprowadzone przez sondę Voyager 2. W styczniu 1986 roku sonda ta zbliżyła się do Urana, a w 3,5 roku później do Neptuna. Oczywiście przeprowadziła w tym czasie badania, mimo, że odległość od okrążanych planet była znaczna, ponad 30 tys. km. Do dziś wyniki tych badań są naukową sensacją.

Badania prowadzone przez sondę z odległości ponad 30 000 km od powierzchni tych planet udowodniły rzecz niesłychaną, nie przewidywaną przez żadnego z naukowców. W atmosferze Urana i Neptuna znajdują się duże ilości metanu, a w ich płynnym płaszczu oprócz tego duże ilości wody i amoniaku. Jeszcze większym zaskoczeniem były temperatury na powierzchni planet i w ich płaszczu. Na powierzchni obu tych ciał niebieskich temperatura jest znacznie niższa niż -200oC, w płynnym płaszczu dochodzi do kilku tysięcy stopni, by wewnątrz uzyskać ciśnienie około 8 milionów atmosfer(!) i temperaturę 8 000oC.

zobacz duże zdjęcie - 600x356 - 9kB
Te wyniki zostały opublikowane we wszystkich najpoważniejszych pismach i komunikatach naukowych. Uczeni z kalifornijskiego uniwersytetu w Berkeley postanowili stworzyć takie warunki na Ziemi. Nie muszę dodawać, że było to bardzo trudne i kosztowne. Ale wyniki badań i hipotezy z nich wynikające były kolejną sensacją naukowa. Metan poddany neptunowym ciśnieniom i temperaturom naświetlony w takich warunkach promieniami laserowymi spowodował rozerwanie dotychczasowych wiązań i powstanie obok atomów wodoru, polimerów, różnych związków organicznych i wiele ziaren diamentów.

Pod wpływem wyników doświadczeń można przyjąć bardzo prawdopodobną tezę, że w płaszczu Urana i Neptuna tworzą się olbrzymie ilości diamentów. Ponieważ mają one ciężar właściwy znacznie większy niż otaczająca je materia spadają w kierunku środka planet w formie diamentowego deszczu. W zależności od miejsca, poziomu i składu chemicznego mieszanki, w której następują te zmiany, deszcz ten ma formę kapuśniaczku lub deszczu o dużych diamentowych kroplach. Tym zjawiskiem można tłumaczyć fakt, że obie planety emitują więcej energii niż otrzymują od Słońca. Przemiany te są właśnie źródłem tej dodatkowej porcji energii, której nie mogli się doliczyć astronomowie.

Po tych rewelacjach wiele laboratoriów na całym świecie zaczęło doprowadzać do warunków panujących na tych skrajnych planetach różne mieszanki związków chemicznych, z których prawdopodobnie zbudowane są ich płaszcze. Od czasu do czasu ukazują się w czasopismach naukowych wyniki tych badań. W żadnej publikacji nie zakwestionowano tezy, że na tych planetach występują diamentowe deszcze.

A co z tych diamentów będą mieli gemmolodzy i szlifierze z Amsterdamu i innych ośrodków? Chyba nic, bo diamenty są wprawdzie darmo, lecz te koszty transportu!

Ryszard Juśkiewicz
do góry | powrótA TO HISTORIA • WARTO PRZECZYTAĆ • PYTANIE RETORYCZNE • RADY STARSZEGO KOLEGI