valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

warto przeczytać


Wywiad z prof. dr. hab. Michałem Sachanbińskim
Ryszard Juśkiewicz: Panie profesorze, kim Pan jest przede wszystkim: mineralogiem, gemmologiem, czy fizykiem badającym powstawanie kryształów, a może inaczej: skim się Pan czuje najbardziej?

Ukończyłem studia geologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim i Studium Podyplomowe z zakresu Mineralogii i Petrografii Surowców Mineralnych na Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie. Napisałem pracę magisterką z mikrotechniki łuków łyszczykowych okolic Świeradowa Zdrój, dysertacja doktorska dotyczyła mineralogii i geochemii beryli z bloku Gór Sowich, zaś tematem rozprawy habilitacyjnej była geochemia granitoidów obszaru przedsudeckiego. Czuję się mineralogiem uprawiającym gemmologię i fizykę minerałów.

Czytając Pana książki i publikacje naukowe, jest Pan, moim zdaniem przede wszystkim miłośnikiem Sudetów, a bardziej ogólnie Dolnego Śląska i jego przyrody nieożywionej.

Trudno nie być zauroczonym Dolnym Śląskiem jego przyrodą i dziedzictwem kulturowym. Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni występuje u nas bogate zróżnicowanie form krajobrazu i rzadko spotykana różnorodność wszystkich elementów przyrody żywej i nieożywionej. Ciekawa przeszłość geologiczna tej krainy sprawia, że występuje tu około 600 minerałów i większość znanych nauce skał. J. Lis i A. Sylwestrzak, autorzy monumentalnej monografii „Minerały Dolnego Śląska” trafnie zauważyli, że „Dolny Śląsk – podobnie jak przyległe Łużyce, Saksonia i Góry Kruszcowe były jednym z obszarów, na którym na bazie średniowiecznego górnictwa powstała nowoczesna geologia i mineralogia”. Warto przypomnieć, że tu zbierał materiały do swego wiekopomnego dzieła „De re metallica” „ojciec mineralogii i górnictwa” Georgins Agricola (1494 – 1555). Miłośnicy geologii i mineralogii podróżując po Dolnym Śląsku mogą też odwiedzić w Osiecznicy koło Bolesławca dom, w którym urodził się Abraham Gottlob Werner (1749 – 1817) współtwórca nowożytnej mineralogii i geologi, profesor Akademii Górniczej we Freibergu (1775 – 1817). Nauczyciel geologów świata.

zobacz duże zdjęcie - 600x378 - 28kB
Książki popularnonaukowe, które Pan napisał lub był ich współautorem to swego rodzaju elementarze dla miłośnika przyrody. Wspomnę tylko niektóre publikacje: ”Kamienie szlachetne i ozdobne Śląska”, „Zbieramy kamienie szlachetne”, „Vademecum zbieracza kamieni szlachetnych”, czy też „Karkonosze. Przyroda nieożywiona i człowiek”, których był Pan współautorem.
Popularyzację wiedzy traktuje Pan na równi z działalnością naukową?


Należę do tego pokolenia pracowników nauki, które przywiązywało dużą wagę do popularyzacji osiągnięć nauki o Ziemi. Wychowałem się w środowisku ludzi umiejących upowszechniać wśród społeczeństwa w przystępnej, zrozumiałej dla ogółu formie najnowsze osiągnięcia wiedzy. Moim mistrzem był prof. Kazimierz Maślankiewicz, między innymi wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika i redaktor naczelny miesięcznika „Wszechświat”. Moją pierwszą publikacją popularno – naukową był artykuł pt. „Na tropach polskich diamentów” zmieszczony w Młodym Techniku w roku 1964. Udało mi się też w roku 1973 otrzymać jedną z nagród miesięcznika popularnonaukowego „Problemy” za artykuł pt. „Atomy w przyrodzie”. Od kilkunastu lat ze względu na brak czasu i badania naukowe nie publikuję wiele artykułów popularnonaukowych, które niestety nie liczą się w tak zwanym dorobku naukowym. Jednak za swój największy sukces w dziedzinie popularyzacji mineralogii uważam zorganizowanie pod patronatem Dolnośląskiego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi pierwszych w Polsce Giełd Mineralogicznych pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Nigdy bym nie przypuszczał, że imprezy te tak bujnie rozwiną się w Polsce.

Czy czuje się Pan kontynuatorem walońskich odkrywców i autorów ksiąg walońskich, wszak równo 400 lat temu pochodzący z Walonii Anselmus Boetius de Boot po badaniach zasobów mineralnych okolic Gór Izerskich opublikował słynną księgę „Historia kamieni drogocennych i pospolitych”. Czyż Pana „Kamienie szlachetne i ozdobne Śląska” i późniejsze publikacje nie można nazwać kontynuacją tamtego dzieła?

Nie czuje się kontynuatorem walońskich odkrywców. Tradycje walońskie podtrzymywane są do dziś w Szklarskiej Porębie. W 1999 roku zostało tu reaktywowane Sudeckie Bractwo Walońskie z wielkim Mistrzem Juliuszem Naumowiczem na czele. Ja zaś, od kilkunastu lat więcej czasu spędzam w laboratoriach specjalistycznych niż w terenie. Wynika to z tego, że nowoczesna mineralogia do swych badań wykorzystuje narzędzia fizyki i chemii. We współpracy z tymi naukami udało mi się np. wyjaśnić zieloną barwę chryzoprazów, która jak się okazało jest wywołana nonominerałami wielkości 100 nm, Ni-kerolitu i pimelitu rozproszonymi w matrycy chalcedowo-opalowej. By uświadomić wielkość tych inkluzji należny przypomnieć, iż nanometr to miliardowa część metra (10-9m), a grubość ludzkiego włosa wynosi 80 tys. nanometrów.

zobacz duże zdjęcie - 571x600 - 34kB
A czy po walońskiej penetracji Sudetów przez setki lat zostało coś jeszcze w nich do znalezienia z kamieni szlachetnych, tych z górnej półki: rubin, szafir, szmaragd, beryl?

W Sudetach i na Dolnym Śląsku nadal można znaleźć niektóre odmiany kamieni szlachetnych. Przede wszystkim podczas eksploatacji w licznych kamieniołomach surowców skalnych. Najciekawsze są znaleziska w kamieniołomach granitów w masywie Strzegom – Sobótka. Nie ma miesiąca aby w jednym z 27 czynnych w tym masywie kamieniołomów nie zostały znalezione pegmatyty, czasem dużych rozmiarów z pięknymi kryształkami, w tym kwarców zadymionych i dymnych o walorach kamieni szlachetnych. Do tego trafiają się nawet szlachetne beryle. W ubiegłym roku z kolegami dr hab. Krzysztofem Łobosem i dr Tomaszem Pawlikiem opisaliśmy w nr. 11 Przeglądu Geologicznego, nowe złoże wysokiej jakości nefrytu występujące w kamieniołomie serpentynitu w Nasławicach. Od dwóch lat działa nowoczesny kamieniołom amfibolitów i migmatytów w Piławie Górnej. W trakcie eksploatacji odsłaniane są kilkunastometrowej długości pegmatyty z kryształami turmalinów, beryli i skaleni. Szansa na znalezienie minerałów, w tym kamieni szlachetnych tkwi w dobrej współpracy właścicieli kamieniołomów ze zbieraczami. A z tym bywa różnie.

Wzorowo z mineralogami współpracuje dyrekcja kamieniołomu amfibolitu w Piławie Górnej. Natomiast, żeby mieć dużą szansę na sukces radzę Panu udać się z ekipą kopaczy na coroczne sejmiki Zbieraczy Minerałów do Lwówka Śląskiego. Tam organizatorzy umożliwiają poszukiwanie minerałów na Polach Agatowych. Co do przyszłości to uważam, że z geochemicznego punktu widzenia istnieją przesłanki do znalezienia szmaragdów w rejonie Wir i Tąpadeł. Tu granity masywu Strzegom – Sobótka kontaktują z serpentynitami. Na kontakcie tych skał roztwory pomagmowe z granitów przenikały w sfery spękań serpentynitów i utworzyły pegmatyty hybrydalne w których znajdowane są zielonawe beryle. Co ciekawe ich barwa wywołana jest obecnością w strukturze jonów Cr3+. Niestety dotychczas nie znaleziono tam szlachetnej odmiany berylu czyli szmaragdu. Ale jest to tylko kwestia czasu.

A jaki jest Pana ulubiony minerał sudecki? Znalezienie jakiego sprawiłoby Panu największą przyjemność i byłoby niespodzianką?

Moim ulubionym minerałem sudeckim jest prasiolit. Jest to niezmiernie rzadko spotykana, zielona przezroczysta odmiana kwarcu. Jest on idiochromatyczny, czyli posiada barwę własną, którą zawdzięcza obecności jonów Fe2+ w swej strukturze. Jest on niekiedy mylony z bardziej pospolitymi zielonymi i nieprzeźroczystymi awenturynami, które posiadają barwę zapożyczoną (alochromatyczną) wywołaną przez wrostki zielonych minerałów (np. miki chromowej – fuchsytu, chlorytu, aktynolitu). Dolny Śląsk był pierwszy obszarem na świecie skąd w roku 1990 wraz z mineralogami ukraińskimi udało się nam opisać z okolic Suszyny koło Kłodzka występowanie naturalnego prasiolitu. Warto dodać, że do tego czasu prasolity otrzymywano przez ogrzewanie w temeraturze 400 – 500oC ametystów z kopalni Montezuma w Brazylii. Na ostatnim lecie agatowym w Lwówku Śląskim u jednego ze zbieraczy widziałem piękny kilkucentymetrowy zielony monokryształ prasiolitu z okolic Płóczek Górnych. Znalezienie podobnego sprawiło by mi największą przyjemność.

zobacz duże zdjęcie - 536x600 - 31kB
Czemu nie istnieje w Polsce lobby, które by popularyzowało i reklamowało unikatowe w skali świata przepiękne agaty z Płóczek? Przecież są one o wiele ciekawsze niż większość tych z Brazylii? Czemu pozostaje dzikim terenem bez prawnej ochrony lub prawdziwie profesjonalnej eksploatacji złoże chryzyprazu w Szklarach?

Tu muszę Panu zaprzeczyć. Już od kilku lat mamy w Polsce grupę osób złożoną z ludzi z Lwówka Śląskiego wspieranych przez władze miasta i gminy oraz Towarzystwo Geologiczne „Spiriter”, która zrobiła bardzo wiele dla popularyzacji tych unikatowych w skali świata agatów z Płóczek Górnych. Organizują oni co roku wypady zbieraczy na płóczkowskie pola agatowe w ramach sejmiku Zbieraczy Minerałów. Co więcej w lipcu tego roku wydali album pt. „Agaty z Płóczek Górnych” z przepięknymi zdjęciami (opublikowany w formie elektronicznej na stronie: http://www.mineraly.waw.pl/album_ploczki).

Moim zdaniem są to najlepsze zdjęcia agatów jakie dotąd w Polsce opublikowano. Trzy z nich można podziwiać na tej stronie. Jeśli idzie o złoże chryzoprazów w Szklarach, to w latach osiemdziesiątych udało się nam zapobiec zasypaniu wyrobiska kopalni niklu i pozostawienie go dla zbieraczy. Mam nadzieję, że o chryzoprazach ze szklarskich jeszcze nie raz usłyszymy. Jeśli ceny niklu nadal będą rosły to w masywie serpentynitowym w Szklar znów rozpocznie się wydobycie rud niklu. Warto dodać, że są tam udokumentowane trzy złoża krzemianowych rud niklu z wystąpieniami chryzoprazów. W naszych warunkach ekonomicznych sama eksploatacja chryzoprazów byłaby nieopłacalna.

Panie profesorze, na koniec mam pytanie trochę wstydliwe dla miłośników minerałów, skał, skamieniałości i kamieni szlachetnych. Czesi od kilkunastu lat wydają z powodzeniem dwumiesięcznik „Mineraly”, a w Polsce nie udało się to nikomu. Co najmniej 160 stron co dwa miesiące!!!!
Czechom się udaje, a nam nie, dlaczego?


Ma Pan rację. U nas nie ma jeszcze takiej kultury kamienia jak w Niemczech, Czechach czy w USA. Nie ma tylu potencjalnych czytelników. Ze względów ekonomicznych jest trudno utrzymać się na rynku wydawniczym czasopismu poświęconemu minerałom. Dlatego chcę pogratulować gazety ukazującej się już od 11 lat z okazji targów INTERSTONE, co jest rekordem na skalę ogólnopolską.

wydrukowano w gazecie targowej - październik 2009 "EXPRESS Interstone 2009"
do góry | powrótA TO HISTORIA • WARTO PRZECZYTAĆ • PYTANIE RETORYCZNE • RADY STARSZEGO KOLEGI