valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

do poczytania


Moja przygoda z mariacytem.

Skała, nazwana przeze mnie MARIACYTEM jest spełnieniem moich osobistych marzeń, a zarazem dowodem na to, że pomimo ukazania się wielu opracowań naukowych, poradników i przewodników, możliwe jest odkrycie czegoś zupełnie nowego.

Wielu z nas - miłośników piękna natury- przemierzyło setki kilometrów trudnego terenu , przerzuciło tony ziemi, wspinało się po stromych ścianach kamieniołomów i skał, ryzykując nieraz utratę zdrowia, tylko po to, by odnaleźć to coś, co w domowej gablocie będzie przypominało nam przeżytą przygodę. W moim przypadku było to o tyle ciekawe, że wyprawa odbyła się bez wyraźnie sprecyzowanego miejsca i miała raczej charakter krajoznawczy. Kiedy wędrowałem wraz z siostrą po podgórskich terenach Dolnego Śląska moją uwagę przykuł mały odłamek skały. Odróżniał się on od reszty kamieni odcieniem oraz interesującym rysunkiem. Zaciekawiony podniosłem go i obejrzeniu stwierdziłem, że czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. To był znak , że mogę być na ,,drodze” do odkrycia czegoś nowego. Udając się dalej doszliśmy do wielkiej dziury w ziemi, która była prawdopodobnie pozostałością po wydobyciu jakiegoś materiału skalnego. Dla kolekcjonera minerałów i skał był to bardzo obiecujący widok. Entuzjastycznie przystąpiliśmy do poszukiwań. Początkowo szukaliśmy na dnie i przy ścianach, ale niestety były tam tylko bezwartościowe piaskowce. Kiedy mój entuzjazm powoli mijał i pojawiło się zwątpienie, spostrzegłem jakąś anomalię w budowie skały. Kolorem przypominała ona moje znalezisko. Pod wpływem emocji zacząłem wspinaczkę , zapominając tym samym o względach bezpieczeństwa. Po pewnym czasie zauważyłem, że nie mam już możliwości odwrotu i mogę przemieszczać się jedynie w górę. Gdy dotarłem do celu, moim oczom ukazały się niesamowicie wzorzyste kamienie. Wyobraźnia zaczęła szaleć, lecz zatroskany głos siostry przywołał mnie do rzeczywistości. Ze względu na ograniczoną możliwość ruchu udało mi się zrzucić jedynie kilka kamieni w dół zbocza. Zacząłem wdrapywać do krawędzi urwiska. W pewnym momencie, gdy brakowało mi już około 2 metrów do celu, skała się wypłaszczyła i nie miałem żadnego punktu podparcia. Młotkiem wykułem sobie miejsce na stopę, zaś zwisający od góry korzeń drzewa stanowił dla mnie punkt stabilizujący. Miałem tylko jedną prób , gdyż rzutem ciała musiałem jednocześni wstawić stopę w przygotowane wcześniej miejsce i złapać korzeń. Plan się powiódł i szczęśliwie udało mi wydostać z opresji. Cała ta sytuacja uświadomiła mi, jak bardzo naraziłem swoje życie, ulegając chwilowym emocjom. Po powrocie do domu, korzystając z możliwości, jakimi wówczas dysponowałem, uciąłem płytkę, a po dalszej obróbce uzyskałem wysokiej jakości poler.

Przez wiele kolejnych lat wraz synem Pawłem uzupełnialiśmy kolekcję o coraz to ciekawsze okazy. Mnogość form przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, co zrodziło w nas pomysł wykorzystania mariacytu do celów artystycznych. Obecnie, dzięki inwencji twórczej i ogromnym staraniom Pawła, kamień pokazuje swój nieograniczony potencjał. Zadziwia wciąż czymś nowym, wspaniale działając na wyobraźnię.

Aby uchronić miejsce występowania złoża przed dewastacją, nie podajemy jego dokładnej lokalizacji. Mariacyt to skała węglanowa sklasyfikowana jako wapień dolomityczny. Odkryte formy nie zostały do tej pory opisane w literaturze jako występujące w Polsce. Biorąc pod uwagę rysunki prezentowane przez niektóre okazy, kamień można porównać do jaspisów występujących w Oregonie USA :Biggs Jasper, Deschutes Jasper, lub tych pochodzących z Północnej Afryki : Royal Sahara Jasper. Dużo młodszą wersją opisywanej skały jest włoski marmur ruinowy: Pietra Paesina, którym już w średniowieczu zachwycali się Medyceusze.

Tekst i foto Piotr Andrzejewski

do góry | powrótDO OBEJRZENIA • DO POCZYTANIA