valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

do poczytania


Poprawianie minerałów

Na każdej giełdzie spotkać można na stoiskach wystawców pewną ilość „minerałów” i „naturalnych” minerałów. „Minerały” to sztucznie wytworzone okazy nie mające nic wspólnego z minerałami lub sztucznie wytworzone w warunkach domowych utwory krystaliczne, które z samej definicji, nie są minerałami. Nie byłoby w tym nic specjalnie dziwnego, gdyby obok takich okazów był napis ”wytworzono z..” lub „kryształy nienaturalne, powstałe w sposób laboratoryjny”, bo praktycznie na giełdach każdy może wystawiać wszystko (prawie na każdej giełdzie minerałów są wystawiane torebki, miody, cudowne lekarstwa, drewniane figurki, nie mówiąc o szklanych paciorkach). Nie do przyjęcia jest jednak fakt, że takich informacji brak i to jest po prostu oszustwo. Na zdjęciu okaz „geody galenowej” nazywanej przez wystawcę „neptunitem” wykonany z piłki tenisowej i kryształy wyhodowane na kuchennym stole, też sprzedawane jako minerały bez informacji o ich pochodzeniu. Na innej fotografii okaz „turmalinu” wykonany ze szkła lub masy plastycznej wystawiony na ostatnim „Lwóweckim Lecie Agatowym”

Drugą chorobą, która od wielu lat toczy środowisko zajmujące się sprzedażą minerałów, to tworzenie „naturalnych” minerałów. Na każdej giełdzie można spotkać podbarwiane kryształy np. celestynów, kwarców, czy jak ostatnio widziałem, rodochrozytów. Nagminnie spotykane są poprawiane kryształy np. kwarców różowych, kryształów górskich (patrz foto), którym nadawane są bardziej estetyczne i symetryczne kształty. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdy na stoisku leżą „kryształy”… obsydianu (jak wiadomo obsydian jest szkliwem i nie tworzy naturalnych kryształów). Dzisiaj częściej już nazywane są one przez wystawców obeliskami, ale zdarzają się tacy, co pozostają przy nazewnictwie „naturalne kryształy” czy „naturalne minerały”. Nie wspominam o nowej modzie, czyli pokrywaniu kryształów kwarcu tlenkami metali, które tworzą powierzchnie iryzujące (patrz foto) i nazywanie ich „aura kwarcami”

Ałun foto Dirck Richardsson

Brak miejsca nie pozwala opisać klejonych kryształów, wklejaniu minerałów do skał, czy też klejenie okazów paleontologicznych.

Na pytanie, dlaczego na takie przypadki nie reagują organizatorzy giełdy, może przyjdzie odpowiedzieć przy innej okazji.

Najgorzej w tym mineralogicznym światku mają kolekcjonerzy, zwłaszcza ci młodzi, o niewielkiej jeszcze wiedzy. Ale muszę ich pocieszyć, nie tylko debiutanci są narażeni na takie zakupy. W 1986 roku Hubert Sylwestrzak, niestety nie żyjący już wybitny geolog, mineralog i popularyzator wiedzy geologicznej napisał książkę „Wybrałem geologię”*. W niej opisuje swoje pobyty badawcze w Nigrze i w północnej Afryce. Po jej przeczytaniu przez kilka lat korespondowałem z autorem między innymi o problemie podrabiania minerałów. Dla tych co jej nie czytali przytaczam dwa fragmenty. Mam nadzieję, że autor nie miałby nic przeciwko temu, a tym co mają w swojej kolekcji pseudominerały poprawi humor.

Chalkantyt foto Dirck Richardsson

fot. Adam Juśkiewicz

„Korzystając z trzech dni świątecznych z okazji Wielkiego święta ( Aid el Kebir), czyli święta , w czasie którego pogłowie baranów zmniejsza się w ciągu godziny o kilka milionów sztuk, wybrałem się z dr Zajączkowskim i jego rodziną w okolice Marakeszu. W 1979 roku Aid el Kebir przypadł na początek listopada. (...) Jedziemy najpierw w kierunku Ukaimeden, ośrodka sportów zimowych i punktu widokowego. Niemal ma każdym zakręcie drogi rozstawione są przydrożne kramy z wyrobami ceramicznymi, wyrobami skórzanymi, ale przede wszystkim z minerałami.(…) Na kolejnym zakręcie drogi zauważamy dwóch chłopców trzymających przepiękne kryształy chalkopirytu. Żółtomosiężna barwa z charakterystycznym zielonawym odcieniem nie pozostawia wątpliwości, że jest to właśnie ten minerał. A na pewno kryształy są doskonale wykształcone, skoro mają taki silny połysk.

- Widziałeś? pytam dr Zajączkowskiego.

- Widziałem – odpowiada, hamuje, wrzuca wsteczny bieg i podjeżdża do nadbiegających w pośpiechu chłopców z chalkopirytem.

Mali sprzedawcy wietrząc okazję zarobku, obracają szczotkami krystalicznymi tak, że w słońcu połyskują coraz to inne ściany kryształów.

Okazy rzeczywiście przepiękne, w żadnym z naszych muzeów na pewno takich nie ma , a również i w tych zagranicznych muzeach, które widziałem, chalkopirytu takiego nie udało mi się zobaczyć. Biorę więc okaz do ręki i przyglądam mu się z lubością, ciesząc się, że jeszcze chwila i będzie należał do mnie.

Ale nagle - co to znaczy? Przecież chalkopiryt krystalizuje w układzie tetragonalnym, a tutaj wyraźnie jest widoczny sześcioboczny słup zakończony piramidą. Chalkopiryt w takiej formie po prostu nie może występować, przyglądam się więc uważniej i dostrzegam, że ściany słupa są poprzecznie prążkowane, u podstawy piramidy zaś widoczne są jeszcze niewielkie, ukośnie nachylone ściany. Teraz już wszystko wiem – chalkopiryt o połysku tak pięknym, że nie miał mu równego chalkopiryt w żadnym z widzianych przeze mnie zbiorów, to nie chalkopiryt, tylko pomalowany kwarc. Dostrzegł to również mój towarzysz i znacząco spojrzał pokazując paznokciem punkt, w którym skała, na której narośnięte są kryształy też ma barwę chalkopirytu i wyskoki połysk.

- Czym to malujecie? - pytamy młodych fałszerzy.

Odpowiedzi jednak nie usłyszymy. Wyrywają nam z rąk okazy i przeskakują przez rów, a potem stromą ścieżką uciekają pod górę. Nie będziemy przecież ich gonili, wystarczy nam satysfakcja że nasze zawodowe wiadomości i bystre oko pozwoliły nam na wykrycie fałszerstwa, zaoszczędziły wydatku, no i ustrzegły przed kompromitacją.”

kwarce aura foto Adam Juśkiewicz

Malowane kwarce foto Adam Juśkiewicz

Dalej autor opisuje drogę powrotną z podnóża Wysokiego Atlasu. Zatrzymuje się koło wytwornej restauracji i hotelu, a tam znów stragany.

Jest coś i dla nas. Przepiękne geody – bochenkowe skorupy kwarcowe wewnątrz puste, ale o ścianach wewnętrznych pokrytych kryształami kwarcu, czasem wykształconego jako ametyst o fioletowym zabarwieniu. A tutaj jest osobliwość - na skorupie ametystu narastają sześcienne kryształy galeny, jest zresztą i stały współtowarzysz galeny – sfaleryt, czyli blenda cynkowa, tworząca na granicy miedzy ametystem a galeną cienką warstewkę o barwie miodowo-kalafoniowej. Kolejność była tutaj zatem taka sama, jak w górnośląskich złożach cynkowo-ołowiowych – najpierw sfaleryt, potem galena. Geody z kryształami galeny, są jednak tak osobliwe, że pamięć usiłuje przywołać oprócz wspomnień z praktyki studenckiej w kopalni cynku i ołowiu „Waryński” w Piekarach Śląskich, także inne skojarzenia, (...) z omawianymi na wykładach z geologii złóż olbrzymimi złożami miedzi w rejonie Jeziora Górnego w Kanadzie.(…) Kupuję więc dwie geody , jedna będzie dla mnie, drugą podaruję dla muzeum Instytutu Geologicznego, bo takiego okazu jeszcze nie ma.

Prawie turmalin foto Ryszard Juśkiewicz

Prawie turmalin foto Ryszard Juśkiewicz

Po zakończonej wycieczce powróciłem do Udżdy, nowe nabytki znalazły się na etażerce, przypominają wycieczkę i cieszą oko. W kilka dni później dzwoni do Udżdy w jakiejś służbowej sprawie mój towarzysz.

- Ale z tą galeną w geodach to daliśmy się jednak paskudnie nabrać – mówi na zakończenie.

- Jak to daliśmy się nabrać? Za drogo zapłaciliśmy? – ciągle nie wiem o co chodzi.

- Przyjrzyj się dobrze, to będziesz sam wiedział. Ta blenda cynkowa, na której narastają kryształy galeny to jest warstewka kleju, a galena to oczywiście galena, tyle że połupane okruchy, a nie kryształy.

Po powrocie do domu oglądam jeszcze raz obydwie geody z galeną. Niestety wszystko się zgadza.

Może gdyby nie uczucie zadowolenia po wykryciu pierwszego fałszerstwa (prawdę mówiąc bardzo łatwego do wykrycia) bylibyśmy, kupując okazy galeny, bardziej krytyczni .(…) Dwa okazy leżą więc w moim domu na półeczce i przypominają jak dałem się nabrać.”

Jaki morał z tej opowieści? Nie martwcie się bardzo, gdy ktoś sprzeda wam fałszywkę. Nie tacy fachowcy dali się nabrać.

Słynny neptunit foto Adam Juśkiewicz

Ryszard Juśkiewicz

*Hubert Sylwestrzak „Wybrałem geologię” Wydawnictwa Geologiczne Warszawa 1986

do góry | powrótDO OBEJRZENIA • DO POCZYTANIA