valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

reportaże


44 Interstone 12-13.04.2014 r.

SOBOTA 9.4044- INTERSTONE 12-13.04.2014 r.

Sobota 12.04.2014r.

godz. 9.30

Jak na każdą giełdę, tak i dziś przyjechałem przed jej otwarciem. Zawsze tak robię, bo można bez udziału zwiedzających popatrzeć na przygotowujące się stoiska, a także porozmawiać z wystawcami. Lubię ten rozgardiasz jaki jest w tym czasie. Dziś jednak był też inny powód. Dzisiejsze INTERSTONE odbywa się w nowym miejscu, w Hali Expo, mieszczącej się przy ulicy Stefanowskiego. Ja przywiązuję się do miejsc i zmiany zawsze powodują u mnie niepotrzebny stres. Z tego, co wiem, nie jestem jedyny z taka przypadłością. W poprzedniej lokalizacji wiedziałem gdzie szukać znajomych, którzy od lat są gośćmi giełdy, gdzie mają stoiska wystawcy z minerałami, a gdzie znaleźć można najbardziej interesującą biżuterię. Dziś będę musiał uczyć się wszystkiego od nawa . Cóż, nic na to nie poradzę. Wchodzę i zaczynam „zwiedzanie”.

godz.9.40

Zaraz przy wejściu spotykam znajome twarze. Będzie dobrze, bo ze wstępnych rozmów wynika, że moi rozmówcy są zadowoleni ze zmiany. Obok jednego ze stolików widzę, jak zawsze uśmiechnięta Agnieszkę Tomczykowską . Jej targowa propozycja to jak dawniej biżuteria z wykorzystaniem części zegarków. To spotkanie daje nadzieję, że wszyscy wystawcy, których spotkam będą uśmiechnięci i zadowoleni.

zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 109kB
zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 119kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 108kB

godz.9.45

zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 89kB
Po obejrzeniu pierwszych stoisk zwraca moją uwagę nowy wystawca i nowa ekspozycja. To Piotr Kenis z Wrocławia, który wystawia prasiolity z nowej lokalizacji z okolic Sokołowca. Jest to ciągle mineralogiczna ciekawostka. W tym miejscu warto przypomnieć, co kiedyś dla Gazety Targowej powiedział prof. Michał Sachanbiński :

- Moim ulubionym minerałem sudeckim jest prasiolit. Jest to niezmiernie rzadko spotykana, zielona przezroczysta odmiana kwarcu. Jest on idiochromatyczny, czyli posiada barwę własną, którą zawdzięcza obecności jonów Fe2+ w swej strukturze. Jest on niekiedy mylony z bardziej pospolitymi zielonymi i nieprzeźroczystymi awenturynami, które posiadają barwę zapożyczoną (alochromatyczną) wywołaną przez wrostki zielonych minerałów (np. miki chromowej – fuchsytu, chlorytu, aktynolitu). Dolny Śląsk był pierwszym obszarem na świecie skąd

zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 173kB
w roku 1990 wraz z mineralogami ukraińskimi udało się nam opisać z okolic Suszyny koło Kłodzka występowanie naturalnego prasiolitu. Warto dodać, że do tego czasu prasiolity otrzymywano przez ogrzewanie w temperaturze 400 – 500oC ametystów z kopalni Montezuma w Brazylii. Na ostatnim Lecie Agatowym w Lwówku Śląskim u jednego ze zbieraczy widziałem piękny kilkucentymetrowy zielony monokryształ prasiolitu z okolic Płóczek Górnych. Znalezienie podobnego sprawiło by mi największą przyjemność.”

Nie dziwi, że wystawa kilkudziesięciu okazów tej rzadkiej podmiany kwarcu wzbudzała zainteresowanie, zwłaszcza, że pochodziły one z nowej, nieznanej dotychczas lokalizacji.

godz.10.15

zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 166kB
Niedaleko swoje stoisko ma dawno niewidziany na INTERSTONE Robert Girulski. Ostatnio widzieliśmy się na Lwóweckim Lecie. Poznałem go kiedyś, gdy zorganizował dla przedstawicieli Towarzystwa Miłośników Mineralogii przy Uniwersytecie Łódzkim wyjazd terenowy do lokalizacji mineralogicznych w pobliżu Wrocławia. Był to chyba najlepszy pod względem kolekcjonerskim wyjazd w historii Towarzystwa. Mieliśmy szczęście pozyskać okazy nefrytu z Nasławic, rodingitów z nieznanej mi wcześniej lokalizacji, a także ciekawych opali z Jordanowa. Dzisiaj Girul (tak na niego mówią koledzy) pokazuje kolekcję bursztynów zBorneo. Niektóre mają wagę powyżej 1 kg. Ciekawostką w tych okazach jest występowanie wraz z zestaloną żywicą wkładek skamieniałego pyłu wulkanicznego. Być może to perlit lub riolit. Każdy, kto interesuje się żywicami i bursztynami musi przyznać, że taki konglomerat to wysokiej klasy ciekawostka. Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób powstała taka zbitka zainteresowałaby nie tylko kolekcjonerów. Proszę Roberta, by napisał o tym do Gazety Targowej. Obiecał i mam nadzieję, że dotrzyma słowa.

A tak na marginesie, na swoim stoisku oferuje bursztyny z zatopionymi w nich owadami. Do każdej okazu dołącza dokumentację fotograficzną. Nie lada gratka dla kolekcjonerów bursztynów i skamieniałości.

zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 129kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 198kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 148kB

godz. 11.20

Na giełdę przyjechałem z przyjacielem, któremu chciałem pokazać szlifowane kamienie jubilerskie. Podszedłem do stoiska, na którym leżały różnego rodzaju oczka. Duże i małe w różnych kolorach. Jego właściciel , Grzegorz Ciężczyk znalazł czas dla nas i okazał się bardzo ciekawym rozmówcą. Jest od lat wystawcą na INTERSTONE, ale nigdy jakoś nie było okazji z nim porozmawiać. Jak to często bywa, gdy rozmowa dotyczy kamieni szlachetnych, na końcu zawsze pojawiają się pytania: - Ile to kosztuje ? - Dlaczego tak drogo? Tym razem było odwrotnie. Patrząc na kilka okazów szlifowanych szmaragdów od razu spytałem skąd one pochodzą i ile kosztują? Okazało się, że ich miejscem pochodzenia była Brazylia i Tanzania. Oczka do pierścionków kosztowały około 100 złotych. Ale natychmiast po podaniu ceny usłyszałem bardzo ciekawy monolog, który powtórzę mając nadzieję, że zaciekawi również czytelników tej strony:

- Gdyby to były szmaragdy z Kolumbii, to kosztowałyby nawet i 100 razy tyle. Przy kamieniach jubilerskich, oprócz oczywistych, obiektywnych cech estetycznych i jakościowych niezwykle ważną jest miejsce pochodzenia kamienia. Dla szmaragdów jest to Kolumbia. Taki sam kamień z innej lokalizacji, nawet o najwyższej jakości jest tańszy. Dla szafirów takim „wzorcem metra” są szafiry kaszmirskie, od stuleci wyczerpane źródło pozyskiwania tych cennych korundów. Te, które pojawiają się dziś na rynku, niezwykle jednak rzadko, pochodzą ze starych kolekcji lub przekazywanych skarbów rodzin arystokratycznych lub bankierskich. Dzisiejsze szafiry i te, które leżą na moim stoisku to okazy z Tajlandii, a przede wszystkim ze Sri Lanki. Coraz częściej na rynek trafiają także szafiry z Madagaskaru , ale przeważnie są one dostarczane do Indii, Birmy lub Kambodży i tam sprzedawane jako znaleziska miejscowe.

- A co z szafirami z Australii, gdzie wydobywa się duże ilości bardzo ciemnych, prawie czarnych szafirów? – spytałem nieśmiało.

- Nie spotkałem się z nimi. Zresztą, to że są ciemne nie przeszkadza. Dziś prawie wszystkie kamienie szlachetne obrabia się cieplnie. Topazy, szafiry, rubiny, a nawet tańsze kamienie. Mało kto wie, że większość, tak cenionych za fiołkową barwę tanzanitów ma w naturze barwę brunatną i dopiero obróbka cieplna doprowadza je do pożądanego błękitu.

- A co z nowościami? – spytałem

- Jubilerski biznes, albo jak mówią inni kobiety , potrzebują ciągle nowości. Taką nowością był niedawno tanzanit, dziś świat szuka nowych jubilerskich „wynalazków”.

W tym momencie przypomniałem sobie film oglądany na jednym z przyrodniczych kanałów . Poszukiwano w tureckich kopalniach boksytów rzadkiego kamienia o nazwie zultanit albo diaspor. Jest to związek chemiczny o wzorze AlO(OH), który po podgrzaniu przechodzi w korund. Kryształy maja twardość 6,5-7 w skali Mosha , są kruche, więc trudne w obróbce. Jego słomkowa barwa i własności optyczne sprawiają , że osiąga on wysokie ceny . Ze znalezionego w tureckiej kopalni zultanitu wyszlifowano okaz 115 karatowy . Zgodnie z informacją podaną w filmie osiągnął on na giełdzie w Hongkongu cenę, uwaga! 1 milion dolarów. Ile w tej cenie wartości, ile mody, ile snobizmu? Któż na te pytania odpowie. Gdyby ktoś chciał popatrzeć na okazy zultanitu, zachęcam do skorzystaniu z jednej z wyszukiwarek internetowych. Tam i ja obejrzałem te jubilerskie nowości.

godz. 12.10

zobacz duże zdjęcie - 548x800 - 155kB
W końcu trafiam do stoiska z minerałami i okazami mineralogicznymi Mileny i Kamila Caparów. Jak przy każdym spotkaniu pierwszym tematem są nowe zdobycze kamieni ozdobnych wykopanych przez Kamila na terenie Węgier. Jest specjalistą w tej dziedzinie. Byłem zaskoczony na Lwóweckim Lecie Agatowym, gdy wystawca z Węgier kupował hurtowe ilości jaspisów i agatów węgierskich od Kamila. To potwierdza w zupełności jego wiedzę i znajomość węgierskich lokalizacji. Część wyrobów jubilerskich oferowanych przez Milenę i Kamila zdobią okazy nieszlifowane. Ma to swój niezaprzeczalny urok. Zresztą nie oni jedni wykonują takie ozdoby. Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnął między innymi Piotr Chmielewski, też wystawiający na INTERSTONE. Tak na marginesie, temat ten wraca dość często w dyskusjach artystycznych dotyczących wykorzystania surowców jubilerskich. Jedni uważają, że szlifowanie kryształów np. granatów, czy też niektórych odmian chalcedonów, turmalinów czy też kwarców to ich okaleczanie. Inni twierdzą, że nadanie im form kaboszonowych czy fasetkowych , tylko poprawia ich walory estetyczne i uszlachetnia je. Jak zawsze w takich sytuacjach, chyba racje są po obu stronach.

godz. 14.00

Rozpoczyna się oczekiwany od rana pokaz wytwarzania biżuterii zorganizowany przez Piotra Tomaszewskiego i Krzysztofa Ziembę. Pierwszy raz na INTERSTONE mamy okazję obejrzeć jubilera przy pracy. Krzysiek oprawiał na stole kamienie w srebrnej oprawie, kamera filmowała i przekazywała obraz na dużym ekranie. Krzysiek wykonując swoje jubilerskie czynności opowiadał, co robi, czym robi i dlaczego tak robi. Oglądacze i słuchacze stali z otwartymi ustami. Piotrek pilnował stoiska , na którym królowała słynna ważka, obsypana nagrodami za mistrzostwo wykonania . Przydałoby się może tylko jeszcze nagłośnienie słów Krzyśka, bo w okolicznym gwarze czasem trudno było usłyszeć szczegóły. Jak to wyglądało, można zobaczyć na fotkach.

zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 148kB
zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 136kB
zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 127kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 221kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 159kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 87kB

Świetna inicjatywa, duży nakład pracy organizatorów pokazu, a dla mnie niezwykle interesujące doświadczenie. Brawo.

Niedziela 13.04.2014r.

godz.10.00

Wczoraj obejrzałem wystawy zaprezentowane na Hali Expo, ale nie napisałem o nich.

Zaraz przy wejściu łapie mnie za rękę Janusz Nowak.

- Musisz koniecznie porozmawiać z Arnoldem Miziołkiem. Wiesz, jak ciekawie opowiada o wystawach prezentowanych na targach?

Za chwilę stoimy z Arnoldem przy gablotach i słucham.

- Warto zwrócić uwagę na światowej klasy okazy markasytów, barytów i gipsów pochodzące z kopalni miedzi w Lubinie. Ta kolekcja na każdej światowej giełdzie byłaby uznana za godną najwyższych pochwał, a ceny za poszczególne egzemplarze pokazywane w gablocie miałyby co najmniej 4 cyfry. Dla fachowców jest jasne, że lubińskie złoża rud miedzi są bardzo zwarte. Niezwykle rzadko trafiają się w nich kawerny i pustki skalne, w których swobodnie mogłyby krystalizować minerały. Kolekcja ta była więc kompletowana przez kilka , a może kilkanaście lat. Warto popatrzeć, że są to okazy duże, pięknie ułożone, jak się powszechnie mówi, estetyczne. Każdy okaz byłby pożądanym przez największe muzea mineralogiczne świata.

zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 116kB
zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 109kB
zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 72kB

W tym miejscu należy pochylić głowę z wielkim szacunkiem dla właściciela kolekcji, Henryka Rutyny. W kopalni pracuje kilkanaście tysięcy pracowników, a nie spotkałem innego człowieka, który interesowałby się minerałami, kolekcjonował takie okazy i uznawał, że warto je wywieźć na powierzchnię i pokazywać innym.

W tym miejscu przerwałem wywód Arnolda i dodałem:

- Znam Henia od lat i zawsze darzyłem go szacunkiem. Jego wiedza mineralogiczna, geologiczna oraz chęć przekazywania jej innym budziła mój podziw.

To jest przykład, że hobby może przekształcić się w znawstwo, tym bardziej cenne, że przekazywane innym. Może tylko dziwić, że wśród inżynierów i geologów w kopalni nie ma takich pasjonatów. A może to reguła?

A jak już tu stoimy , to druga gablota, w której wystawiane są kwarce – kontynuował mój interlokutor – też jest ciekawa. W Siedlimowicach po raz pierwszy trafiła się pustka, a w niej wystawiane kwarce przez Ireneusza Niemczyka. Dotychczas żyły pegmatytowe tam występujące miały miąższość kilku do kilkunastu centymetrów, nie miały kawern i nie spotykano tam takich szczotek kwarcowych.

W ostatniej gablocie przedstawiłem spirytyzowane amonity z Łukowa i Charkowa. W obu miejscach są dziś rezerwaty przyrody i wydobywanie z nich konkrecji, w których można znaleźć skamieniałości jest z oczywistych względów zabronione. Te z Łukowa sam wydobyłem przed laty. W kopalni gliny konkrecje ze spirytyzowanym wnętrzem były przekleństwem kopaczy. Trzeba było je usuwać i wyrzucać na hałdę. Na niej potem usytuowano wysypisko śmieci. Za zgodą właściciela grzebałem tam i znajdowane kuliste formy, rozbijałem je szukając okazów. Ale to już historia. A za te z Charkowa zapłaciłem przed laty 800 dolarów. To wówczas była wielka fortuna. Ale nie żałuję. Dziś jest ten okaz wart dużo więcej –zakończył Arnold. Tak, zawsze się z nim ciekawie rozmawia.

zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 83kB
zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 117kB
zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 81kB

godz. 11.15

zobacz duże zdjęcie - 638x800 - 166kB
Wczoraj oglądałem mozaiki Alicji Brewińskiej – Walaszczyk, dziś jeszcze raz przyjrzałem się bliżej tym wyrobom. Jak sama autorka mówi, to jej pasja, którą zaraziła się we Włoszech, gdzie przebywała przez dłuższy czas. Zaczęło się wszystko od studiowania starożytnych, rzymskich dzieł sztuki. Do tworzenia swoich wyrobów autorka wykorzystuje kamienie szlachetne, ozdobne, ale także marmury i szkło weneckie. Już na pierwszy rzut oka widać że, mozaika wymaga długich godzin pracy, cierpliwości, a przede wszystkim, jak w każdej artystycznej dziedzinie talentu. Fotografie nie oddają kunsztu i piękna tych wyrobów, ale popatrzcie.

W następnej Gazecie Targowej będzie artykuł o mozaikach Alicji Brewińskiej – Walaszczyk.

zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 102kB
zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 84kB
zobacz duże zdjęcie - 800x533 - 104kB
zobacz duże zdjęcie - 800x531 - 221kB
zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 213kB
zobacz duże zdjęcie - 800x534 - 204kB

godz. 12.15

Chodzę po sali i zerkam na wystawioną biżuterię. I co dziwne, a może to normalne, często mój wzrok przyciągają stoiska wystawców, o których pisaliśmy już Gazecie Targowej. Może, to jest potwierdzenie, że wybór w przeszłości był właściwy? I na tych targach po raz kolejnych zainteresowało mnie stoisko pracowni Joanny i Krystiana Dudy. Tym razem, oprócz oczywiście pięknych wyrobów, moją uwagę przykuł sposób ich prezentacji. Kolczyki, broszki i inne wyroby umieszczone były na surowej desce. Barwne wyroby na surowym tle bardzo kontrastowały ze sobą, a jednocześnie przyciągały wzrok. Zażartowałem nawet, pytając, ile kosztuje ta deska? Co to znaczy pomysł na promocję!

zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 121kB
zobacz duże zdjęcie - 800x600 - 100kB

godz. 13.10

zobacz duże zdjęcie - 584x800 - 125kB
Tak jak na poprzedniej giełdzie tak i dziś zatrzymałem się przy stoisku Michała Budziaszka. Zapytałem go o jakiś okaz, a rozmowa szybko zeszła,
zobacz duże zdjęcie - 533x800 - 177kB
na prawne aspekty zbieractwa skamieniałości. Kiedyś na ten temat pisałem więc jego opinie były dla mnie bardzo cenne. Bardzo narzekał na niejasność polskiego prawa. Nie będę wspominał o szczegółach, ale zaciekawiła mnie jednak i, co tu ukrywać, przeraziła opowieść o jego kłopotach, gdy policjant podczas rutynowej kontroli samochodu, którym wiózł znalezione w dolinie Sanu skrzemieniałe drewno na jednym z egzemplarzy odkrył przyklejony kawałek ceramicznego naczynia. Uznał, że jest to pamiątka kultury narodowej i zarekwirował wszystkie okazy. Dobrze, że żona Michała jest prawnikiem i po długim czasie i wielu interwencjach okazy w końcu zostały zwrócone właścicielowi. Cóż, taka jest dola kolekcjonera w Polsce.

godz. 14.10

Miałem już wyjść z hali, gdy zawołał mnie z sąsiadującego stolika Paweł Żochowski.

- Czy widział pan kiedyś taki minerał?

Pokazuje mi kilka egzemplarzy białych igiełkowych skupień poplątanych ze sobą.

- Co to jest, czy to może milleryt lub okenit ? –zgaduje.

-Nie, to związek żelaza. Napiszę o nim do następnej Gazety Targowej, bo to ciekawa historia i ciekawe okazy.

-Bardzo dobrze, czekam na materiały.

godz. 14.20

Po dwóch dniach spacerów w nowej Hali już mniej więcej orientuję się co gdzie szukać, gdzie mają stoiska znajomi. Na następnych targach będzie łatwiej. Wychodzę. Kątem oka widzę, że trwa drugi pokaz wykonywania biżuterii w wykonaniu Piotra Tomaszewskiego i Krzysztofa Ziemby. Ciekawe, czy jeszcze coś wykombinują na następną giełdę?

Ryszard Juśkiewicz

Foto: Bartek Pajda

do góry | powrótHISTORIA GIEŁDY • REPORTAŻE