valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

reportaże


XXXVII INTERSTONE 2 - 3.10.2010
Sobota 2.10.2010r.
godz. 10.00


Wchodząc dziś na giełdę przypomniałem sobie wcześniejszą rozmowę z jej organizatorem Januszem Nowakiem:
- Zobaczysz, ilu ciekawych ludzi będzie na INTERSTONE!
- Z przyjemnością ich poznam - odpowiedziałem wtedy.
W Hali Sportowej, jak zawsze o tej porze krzątanina. Przyjechałem trochę później, bo nieodłączne korki, mimo soboty, prześladowały mnie na każdym skrzyżowaniu. Przeszedłem po sali zerkając na stoły wystawców. Od razu zauważyłem nowe twarze. Szczególnie ucieszyła mnie obecność Piotra Barańskiego, którego kiedyś spotkałem na giełdzie w Bełchatowie. Pierwszy raz jest na INTERSTONE w Łodzi. Niezwykle starannie przygotowane stoisko, wyczerpująco opisane okazy, dużo ogólnych informacji o meteorytach i tektytach, szeroka oferta dla kolekcjonerów oraz dostępne ceny wystawionych eksponatów przyciągały powszechną uwagę. Chciałoby się powiedzieć: - Tak trzymać.
W drugim końcu sali dawno nie widziany w Łodzi Paweł Mądry. Artysta, który ciągle utrzymuje niezwykły poziom swoich wyrobów. Nie ”wyrobów”, a mini dzieł sztuki. Nieobrabiane mechanicznie kryształy, połączone z naturalnymi materiałami stanowiącymi tło wyrobów, są wyjątkowo urodziwe. To prawdziwe cacka.
Nie sposób od razu nie zamienić paru słów z Jackiem Bogdańskim i Przemkiem Budzyńskim. Wystawiają swoje okazy, nie chcę im na razie przeszkadzać.


zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 74kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 55kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 72kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 61kB


Godz. 11.30

Jestem już po pierwszym obchodzie. Nie mam dużo nadziei na powiększenie swoich zbiorów. Wyjątkiem jest wizyta na stoisku Jarka Sołtysa. Po kilkunastominutowym przekomarzaniu się kupuję od niego granat z Madagaskaru. Który to już z kolei okaz tego minerału w mojej kolekcji? Sam już nie wiem. Ale ciekawa rozmowa, jak zawsze sprawia mi niekłamaną satysfakcję.

Tymczasem na wprost mnie wyrasta jak spod ziemi dr Jan Ziomek z wnuczką, szef Muzeum Geologicznego przy Uniwersytecie Łódzkim. Mimo kłopotów zdrowotnych, kwitnie optymizmem. Szuka nowych okazów. Po chwili rozmowy szybkim krokiem podchodzi do kolejnych stoisk z minerałami. Za chwilę widzę kątem oka jak wystawcy pakują mu starannie nowo nabyte, muzealne okazy.

Docieram do wystaw giełdowych. Dwie przykuwają moją uwagę. Galeria pięknych rzeźb z bursztynu Mariana Kelara z Łeby oraz wystawa szkła z wyspy Murano oraz wyroby z tego surowca autorstwa Wojciecha Wernickiego. Jest to naturalne uzupełnienie jego publikacji w Gazecie Targowej. Przy obu wystawach ciągle ktoś się zatrzymuje i ogląda z zaciekawieniem.


zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 56kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 40kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 32kB


Godz. 12.00

zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 70kB
W końcu docieram do stolika autora „szklanej wystawy”, niestety nie zastaje go. Rozmawiam z żoną. Niby wszystko w porządku, lecz wyczuwam jakby drobny zgrzyt, że artykuł o szkle z Murano zamieszczony w Gazecie Targowej jest trochę skrócony. Opowiadam szczerze, że i moje artykuły są cięte bez litości. Ponoć, zgodnie z teorią jednego redaktora, nie ma takiego tekstu, który byłby właściwej długości. Chyba moje wyjaśnienia zostały przyjęte ze zrozumieniem. Najbardziej jednak przekonywująca była informacja, jak to w redakcji skrócono mój wywiad z profesorem Żabą o pytanie, jak radzi sobie ze skracaniem tekstów. Oczywiście wycięto również odpowiedź, która była dość jednoznaczna:- „Z trudnością.”. Dalej następowało wyliczenie ile haseł wycięto z „Encyklopedii minerałów i skał”, ile zdjęć, jak skrócono ogólną część książki. Niestety, taka dola autorów.

W następnym wydaniu Gazety Targowej będzie druga część artykułu dotycząca szklanej biżuterii – poinformowałem na zakończenie.
To definitywnie wywołuje uśmiech na twarzy rozmówczyni.


zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 53kBzobacz duże zdjęcie - 600x600 - 83kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 62kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 50kB


Godz. 13.30

W końcu spotykam się z Januszem Nowakiem. Od razu zabiera mnie do stoiska Andrzeja Sobolewskiego. Przedstawia nas sobie i bez wstępów przechodzi do konkretów:
- Jako uznany specjalista mineralogii musisz nawiązać współpracę z naszą gazetą. Masz szansę napisać ciekawy artykuł. Temat do uzgodnienia.

Na takie dictum interlokutor nie miał wyjścia, zdążył przytaknąć. Jeszcze tylko wymiana wizytówek i rzucone zdanie:
- Do usłyszenia i zobaczenia. Żeby tylko znów mój komputer mi nie robił psikusa i nie kasował ciągle napisanych tekstów. Ale się postaram. Napiszę.

Za chwilę razem stoimy przy stoisku Rafała Siudy. Pełni on na giełdzie zaszczytną funkcję rzeczoznawcy, do którego mogli zgłaszać się wszyscy uczestnicy imprezy z pytaniami, z prośbami o oceny oraz z zapytaniami dotyczącymi wystawianych okazów i dokonanych zakupów. Nazwisko znam doskonale z publikacji w „Otoczaku” oraz w wydawnictwach Spirifera. Przyjemnie jest jednak poznać osobiście prawdziwego specjalistę mineralogii i popularyzatora tej dziedziny wiedzy. Obiecujemy sobie, że nasze spotkanie nie będzie ostatnim. Na pewno będziemy w kontakcie.

Godz. 14.15

Już miałem wychodzić z giełdy, gdy spotkane koleżanki, Asia i Kasia pokazują mi co kupiły. Bardzo piękne kolczyki wykonane z metalowych nitek, podobne do dawnej biżuterii filigranowej. Oczywiście znajduję stoisko, oglądam wystawiane wyroby. Mają dziewczyny gust. Umawiam się na rozmowę z właścicielką stoiska, projektantka i wykonawczynią biżuterii Jadwigą Pokorą. Być może odwiedzę ją w pracowni, by obejrzeć sposób wykonywania tych precjozów. Znów ciekawa rozmowa, ciekawy człowiek, oryginalne i piękne ozdoby. Można je obejrzeć na zdjęciach.


zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 41kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 88kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 39kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 81kB


Godz. 15.10

Już dawno powinienem być w domu. Ale cóż, jutro przyjadę na poprawkę. Bo mam jeszcze „na oku” kilku wystawców, z którymi chciałbym zamienić choć parę słów.


Niedziela 3.10.2010r.
godz. 10.30



zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 90kB
Przyjechałem tylko na chwilę. Tak było w planie. A skończyło się jak zawsze.
Przechadzając się po jednej z alejek Hali Sportowej zauważyłem małżeństwo, które za wystawowym stolikiem wyjątkowo miło rozmawiało ze sobą. To było widać i czuć, że się bardzo lubią. W tym momencie przypomniałem sobie, że kiedyś byli częstymi gośćmi INTERSTONE, ale dawno ich w Łodzi nie było. Podszedłem do stolika i zacząłem oglądać wystawione okazy minerałów. Od razu w oko wpadł mi kwarcowy jeżyk wyjątkowej urody. Regularne, bez zarzutu wykształcone kryształy, w tym niektóre dwustronnie zakończone, o lekko cytrynowej barwie cieszył oko. Był bardzo „estetyczny” jak określa się czasem takie okazy. Pochodził chyba gdzieś z Afryki. Spytałem o cenę i zaczęliśmy rozmawiać.

Pan Andrzej Bator, z wykształcenia geolog i górnik - ukończone AGH w Krakowie, żona Barbara, filolog z zawodu, z upodobania mineralog okazali się przesympatycznymi rozmówcami. Już po chwili przekonałem się, że mamy mnóstwo wspólnych znajomych i podobne wspomnienia o ludziach, którzy odeszli. Razem wspominamy doktora Henryka Drygalskiego i Stefana Miedzielskiego. Sławny ogródek i piwnica tego ostatniego przeszła już do legendy. Obaj bywaliśmy w tych magicznych miejscach. Gdy o swoich poszukiwaniach minerałów opowiada Pan Andrzej w oczach żony widać łzy. Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia. Narzekamy wspólnie na temat losów kolekcji mineralogicznych i przyszłością towarzystw miłośników mineralogii. Pan Andrzej przez wiele lat był prezesem jednego z takich towarzystw na Dolnym Śląsku. Jego żona ubolewa nad upadkiem zwyczajów dawnych giełd, czyli wymiany okazów.

Kto dziś to robi na giełdach? Króluje biznes. Nie zawsze sprzedający nawet wie co sprzedaje. Ileż to razy na pytanie, skąd pochodzi ten okaz, słyszymy odpowiedź: Z hurtowni w Berlinie.

Nie ma dziś takich imprez jak kiedyś w Książu - snuje opowieść pani Barbara - „Święto Kwiatów” obchodzili zarówno hodowcy róż, jak i kolekcjonerzy kwiatów natury, czyli minerałów. Zawsze tam byli jubilerzy, którzy wyszukiwali surowca do swych wyrobów. Kiedyś z mężem byłam w okolicach Erewania i znaleźliśmy tam przepiękny, unikalny obsydian o niespotykanej szarej opalescencji. Kupił go ode mnie jeden z jubilerów. Jaką miałam satysfakcję, gdy po latach zobaczyłam ten mój kamień oprawiony w złoto na kobiecej szyi.

Zwiedzili cały świat, wszędzie spotykając na swojej drodze minerały, kamienie szlachetne i ciekawe skały.
Oczywiście przy okazji opowiadamy o swoich wnuczkach. To temat zawsze na czasie. Okazuje się, że podobnie je rozpieszczamy mimo różnic wiekowych. Cóż, taka rola dziadków.

Mam nadzieję, że znów spotkamy się w kwietniu na następnej giełdzie w Łodzi.
Po tak ciekawym spotkaniu nie dziwi , że zapominam o kwarcu.

Godz. 12.10

Jeszcze nie zdążyłem ocknąć się po tak miłym spotkaniu, gdy z tłumu zwiedzających dosłownie wyrywa mnie Piotr Tomaszewski, pasjonat, jubiler, kolekcjoner zafascynowany opalami. W ręku trzyma duży okaz australijskiego opalu i z werwą opowiada, jak to kupił surowiec opalowy w hurtowni i wśród innych okazów trafił na ten, z kroplą wody przelewającą się w przezroczystym bąblu wśród opalowego tła. Okaz muzealny, niezwykle rzadki. Przelewająca się woda wśród opalizującego niebiesko-zielonego tła fascynuje.
Od razu słyszę:
- Nie sprzedam go, trafi do mojej kolekcji. Chciałem się tylko pochwalić tą osobliwością przyrodniczą.

Jak zawsze przy takiej okazji jest czas na rozmowę. Pokazuję mu okazy na giełdzie, które opisałem na ostatniej stronie gazety. Nie chce uwierzyć, że obok prawdziwych minerałów leżą galenowe „neptuny”, czy też boraksowe cuda. Razem przechodzimy do stoisk, gdzie są wystawione. Zaniemówił.
No cóż - powiedział po chwili - jak jest nabywca, to jest i towar.

Ale obu nam nie było do śmiechu. Rozmawiamy o cenach opali, o aktualnościach w tej dziedzinie i trudnościach obróbkowych opali słowackich i etiopskich. Skarżę się, że moje okazy opali słowackich pękają. Mimo, że rozmówca stwierdza, że to normalne, wcale mnie to nie pociesza. Mija kwadrans, dwa, trzy. Opalowa wymiana zdań trwa w najlepsze, dopiero telefon od żony przywołuje Piotra do porządku. Kończymy rozmowę, umawiając się na następne spotkanie.


zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 80kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 71kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 84kBzobacz duże zdjęcie - 600x600 - 105kB


Godz. 13.15

W miejscu, gdzie skończyłem opalową konwersację ma stolik z wystawioną biżuterią Piotr Chmielewski. Nieobrobiony kamień, rzemień, drewno i muszle połączone ze sobą tworzą niebywały klimat. Piękne kompozycje, pierwszy raz wystawiane na INTERSTONE przyciągają wzrok. Noszenie niektórych jednak wisiorów wymagać będzie dużej determinacji kobiecej, ze względu na ich wagę. Ale warto na nie popatrzyć i docenić ich urodę.


zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 70kBzobacz duże zdjęcie - 600x450 - 69kBzobacz duże zdjęcie - 600x450 - 37kBzobacz duże zdjęcie - 600x450 - 29kB


Godz. 14.30

W końcu mam szansę pogadania z Przemkiem Budzyńskim. Bardzo cenię sobie jego wyważone opinie i trafne spostrzeżenia. Pytam wprost:
- No, jak interesy?
- Specyficznie - odpowiada - jak to w Łodzi. Dużo osób oglądających, mniej kupujących. Wśród tych przeważają kupcy okazów małych i tanich. Nie ma wymagającej klienteli, która byłaby zainteresowana okazami z najwyższej półki. Brak tu amatorów okazów drogich, ale unikatowych, z ciekawych lokalizacji, o wyjątkowej krystalizacji lub minerałów niezwykle rzadkich. Ale taki jest mój zawód, z tego żyję. W jednym mieście nie nadążam z rozpakowaniem takich rarytasów, a już się na nie znajdują kupcy, w innym miejscu, jak w Łodzi, muszę więcej sprzedać pospolitych minerałów i skał. Ale gdybym powiedział, że dopłacam do interesu, to bym skłamał.
- Czy przewidujesz zakupy okazów z nowych lokalizacji?
- Po co! Przecież Maroko się świetnie sprzedaje. Gdy się znudzi będę szukał nowych miejsc i nowych minerałów.


zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 31kBzobacz duże zdjęcie - 380x313 - 22kB


Godz. 15.20

Miałem być chwilę, a tu już po trzeciej. Mam już wychodzić, gdy spotykam Janusza Nowaka.
- Coś ci pokażę - oznajmia z radością.
- Tylko nie mów, że masz ten kwarc od Batorów?
- Skąd wiesz?
W ręku Janusza widzę żółtawą szczotkę kwarcową, którą jeszcze przed paroma godzinami mogła być moją własnością, gdybym się nie zagadał.
- Bo mamy podobny gust.
- To prawda.
Nie ukrywam, że zazdroszczę mu jeżyka, ale bez zawiści, mając nadzieję, że i mnie uda się kiedyś w ten sposób podrażnić jego „mineralogiczne ego”?

Definitywnie wychodzę mając nadzieję na dokończenie wielu rozmów za pół roku na następnej imprezie.
Janusz miał rację. Na INTERSTONE było wyjątkowo dużo ciekawych ludzi, w przeciwieństwie do ciekawych minerałów. Gdyby nie madagaskarski granat, to nie miałbym żadnej pamiątki z tej imprezy.

Ryszard Juśkiewicz
Foto: Adam Juśkiewicz










zobacz duże zdjęcie - 600x500 - 82kBzobacz duże zdjęcie - 600x389 - 54kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 53kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 63kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 47kBzobacz duże zdjęcie - 600x300 - 45kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 60kBzobacz duże zdjęcie - 600x480 - 57kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 49kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 74kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 77kBzobacz duże zdjęcie - 600x356 - 31kB
zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 57kBzobacz duże zdjęcie - 600x396 - 44kBzobacz duże zdjęcie - 600x500 - 99kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 69kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 45kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 53kBzobacz duże zdjęcie - 600x300 - 51kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 96kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 72kBzobacz duże zdjęcie - 420x600 - 92kBzobacz duże zdjęcie - 600x450 - 94kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 87kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 55kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 43kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 93kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 54kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 48kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 74kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 104kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 69kB
zobacz duże zdjęcie - 439x600 - 64kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 51kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 58kBzobacz duże zdjęcie - 600x450 - 44kB
do góry | powrótHISTORIA GIEŁDY • REPORTAŻE