valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

reportaże


XXXVIII INTERSTONE 2 - 3.04.2011
Sobota 2.04.2011r.
godz. 9.30


Jadę na giełdę z poukładanym w myślach scenariuszem. Rzadko tak bywa, bo przeważnie jakieś niezwykłe wydarzenia lub poprzedzające giełdę wypadki same wymuszają moje działanie, a także przyprawiają czasem o ból głowy organizatora. Nie trudno to sprawdzić czytając reportaże z poprzednich targów. Mam nadzieję, że dziś będzie normalnie. Najpierw przejdę po hali i popatrzę kto dziś przyjechał. Potem zerknę na tradycyjną wystawę okazów w okolicach biura Szefa giełdy i zacznę rozmowy ze znajomymi. Po tym rozejrzę się za nowościami mineralogicznymi i zobaczę którzy wystawcy biżuterii pierwszy raz zawitali na giełdę.

Godz. 10.00

zobacz duże zdjęcie - 600x402 - 64kB
Scenariusz działa. Ze spokojem wchodzę do hali. Na moje nieszczęście podchodzę w pierwszej kolejności do stolika Arnolda Miziołka. Patrzę na kolekcję krzemieni pasiastych, po chwili widzę w kartonowym pudełku jakieś minerały w tym kwarce. Nie mogę się oprzeć. Jeden z kwarców szczególnie mi się podoba. Pytam o lokalizację - Malawi. Kupuję. Na nic się zdają słowa Przemka Budzyńskiego, które często przypominam sobie:
- Ty jesteś chyba zwariowany, kolekcjonujesz kwarce. To takie prostackie.

Rzeczywiście kwarców mam kilka setek, ale to pierwszy okaz z Malawi. Zastanawiam się, mówiąc szczerze pierwszy raz w życiu, dlaczego go kupiłem? W gruncie rzeczy nie bardzo się różni od tych ze Strzegomia. Ani specjalnie piękne kryształy, ani jakiś nadzwyczajny ich pokrój. Dochodzę do wniosku, że urzekła mnie lokalizacja. Gdyby to była np. Jegłowa, gdzie byłem kilkanaście razy, to bym dalej nie oglądał tej szczoteczki i chyba nie kupił.

Zamiast realizować założony scenariusz, zacząłem kombinować, szukając przyczyn swojego zachowania. Pierwsza myśl, to niespełnione marzenia o podróżach do dalekich krajów. Wiem, że nigdy tam nie będę, ale będę czuł się ważniejszy od innych marzycieli. Mam okaz mineralogiczny z Malawi. To, że tam nigdy nie byłem jakoś mniej doskwiera.
Podobnie jest z innymi kwarcami z kolekcji. Pod względem mineralogicznym podobne do siebie. Ale jedne są z Antarktydy, inne z Tasmanii, jeszcze inne z Nowej Zelandii.

W tym momencie przypomniały mi się pierwsze wspomnienia z dzieciństwa. Obraz, który zapamiętałem najwcześniej. Lata pięćdziesiąte. Małe miasto niedaleko Łodzi. Przyjeżdża do nas mój ulubiony wujek. Przywozi rodzicom jakiś prezent, i jak dziś pamiętam, oznajmia (nie mówi, a oznajmia!):
- To jest z miasta Łodzi. Od razu prezent nabiera specjalnej wartości, zwłaszcza, że wyraz „miasto” był szczególnie zaakcentowany. Dla mnie Łódź było to miejsce nieznane, niezwykle egzotyczne, dalekie i nieosiągalne. Kraina zza horyzontu, na pewno niezwykle piękna. Dziś podejrzewam, że taką była także dla moich rodziców. Prezent w związku z tym był niezwykły, choć być może podobny można było kupić w sąsiednim sklepie. Do dziś pamiętam to wydarzenie mimo, że zapomniałem o innych, bardziej doniosłych i ważnych.

Może więc moje zachowanie to swego rodzaju tęsknota za tym co nieznane. To co odległe
i nieosiągalne jest zawsze bardziej cenne. Dziś dla mnie Malawi jest Łodzią dzieciństwa.
A poza tym to chyba rodzaj atawizmu. Nasi dalecy przodkowie ciągle podróżowali w poszukiwaniu żywności, dobrych warunków życia czy też innych dóbr doczesnych. A nam, mieszczuchom pozostały często tylko marzenia.

Pytam o to kilku giełdowych znajomych. Długo rozmawiamy na ten temat. Większość potwierdza moją diagnozę. Przy jednym stoliku ktoś mówi bez ogródek:
- Gdy ktoś pyta, skąd pochodzą kamienie wykorzystane w biżuterii, to gdy mówię (zgodnie zresztą z prawdą), że np. z Namibii czy z Madagaskaru, mam pewność, że robi to wrażenie i mam duże szanse na sprzedaż towaru.
Ale jeden z rozmówców niespodziewanie pyta:
- Czemu zbierasz kamienie szlachetne i ozdobne?
Odpowiadam, zgodnie z prawdą, że dlatego, że mi się podobają. A on na to:
- Nie dlatego! Ty chcesz po prostu być lepszym. Mając kilka drobnych diamentowych okruchów czujesz się kolegą właściciela Cullinana, czy innego wielkiego diamentu. Mając szmaragd kupiony za kilkadziesiąt złotych wydaje ci się, że tylko lenistwo nie pozwala ci dać go do oszlifowania, by uzyskać prawdziwy klejnot. Kupując jakąś odmianę kwarcu, też czujesz się ważniejszym od szeregu innych Kowalskich, którzy nie mają pojęcia co to jest kwarc, a tym bardziej jego kolorowe odmiany ametyst czy morion.
I on też może mieć rację.

Wniosek z tych rozważań wysnuwam jeden. Ciekawe ilu kolekcjonerów, czy też tylko bywalców giełdy przyzna się do takich słabości i potwierdzi diagnozy postawione podczas interstonowych dyskusji?


zobacz duże zdjęcie - 600x402 - 63kBzobacz duże zdjęcie - 600x407 - 41kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 100kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 88kB


Godz. 12.00

zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 78kB
Straciłem dużo czasu, ale nie żałuję żadnej rozmowy. I temu celowi służy giełda. Próbuje wrócić do zaplanowanego scenariusza. Spostrzegam Michała Vasićka. Jak zawsze ma ciekawe okazy. Dawno go nie widziałem na łódzkiej giełdzie. Żartuję, że ze sto lat. Michał dementuje:
- Tylko rok.
Ma bardzo ładne epidoty z Chin. Muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu widzę tak duże i tak ładnie zakończone kryształy tego minerału. Dużo danburytów z Meksyku, ale mało które przezroczyste. Choć kryształy stosunkowo duże. Nie zdążyłem dobrze rozpatrzeć się w michałowych okazach, gdy Piotrek Tomaszewski łapie mnie za rękę:
- Koniecznie przyjdź do mnie coś ci pokażę.
I za chwilę pokazuje piękny duży kwarc obrośnięty wprost złotem. Przy okazji opowiada historię, w jaki sposób nabył za symboliczną kwotę 50zl ten okaz. Oglądam z zaciekawieniem i mówię:
- Zazdroszczę ci bez zawiści.
Okaz rzeczywiście godzien muzealnych półek. Przy okazji rozmawiamy, jak w dzisiejszych czasach trudno jest spotkać kamienie jubilerskie, zwłaszcza te już po szlifie, które by uprzednio nie były poprawiane metodą termiczną. Szczególnie dotyczy to tanzanitów, szafirów i rubinów. Ba, nawet kwarce podlegają temu procederowi. Niektóre kamienie podlegają innym procesom poprawy. Opale są nasycane olejami lub specjalnymi polimerami, by zabezpieczyć je przed wysychaniem i pękaniem. Jak opowiada Piotrek, jeden jego znajomych, pośrednik w handlu szmaragdami widział na własne oczy jak do kopalni szmaragdów w Kolumbii robotnicy wnosili pojemniki z olejem i kwasem, by tuż po wydobyciu szmaragdów od razu poprawiać ich jakość. Część bowiem pośredników chce kupować okazy prosto z kopalni, by uniknąć procederu poprawiania. Niestety na razie, to kopacze kamieni są górą. To jest trochę tak jak z walką z dopingiem. Nieuczciwi sportowcy i ich promotorzy są zawsze o krok przed kontrolerami z MKOL.


zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 58kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 85kBzobacz duże zdjęcie - 600x410 - 46kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 54kB


Godz. 13.30

zobacz duże zdjęcie - 402x600 - 70kB
Na ten sam temat rozmawiam z Wojciechem Mysiarą, rzeczoznawcą kamieni szlachetnych. Potwierdza sugestie Piotra, że trwa ciągle wyścig między dostawcami i pośrednikami w handlu kamieniami szlachetnymi, a ich odbiorcami, których czasem reprezentują rzeczoznawcy. Według mojego iterlokutora problem ten nie jest tak powszechny. Nie opłaca się poprawiać np. granatów. Są po prostu za tanie, by inwestować w nie dodatkowe koszty. Zresztą wystarczy spojrzeć ma andradytu z Chin. Ich miodowo - brązowa barwa nie wymaga żadnej korekty. To samo dotyczy piropów z Indii czy też turmalinów z Brazylii. Natomiast prawie wszystkie duże kamienie przywożone kiedyś z dawnego ZSSR, to albo syntetyki, albo kamienie poprawiane i to w sposób dość prymitywny, łatwy do wykrycia.
Mój rozmówca okazuje się człowiekiem niezwykle otwartym i mimo olbrzymiej wiedzy bardzo skromnym. Rozmawiamy dłuższy czas o handlu kamieniami szlachetnymi i swoich indyjskich doświadczeniach z dilerami i dostawcami jubilerskiego surowca. Zgodził się, na prośbę Janusza Nowaka, być konsultantem dla wszystkich wystawców i gości giełdy w sprawach kamieni szlachetnych i ozdobnych. Mam nadzieję, że tą rolę pełnić będzie na następnych imprezach.


zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 77kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 53kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 57kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 82kB


Godz. 14.35

Już miałem zakończyć dzisiejszą przygodę z INTERSTONE, gdy zauważyłem na małym stoliku stertę kamieni polnych. Jedne obrobione częściowo w formie jakichś zwierzęcych postaci, inne tylko podszlifowane z jednej strony. Część z nich miała otwory, z których domyśleć się można było, że są to wisiorki oczekujące na zawieszenie na damskiej szyi. Właściciel tych okazów, Jarosław Pintera na moje pytanie, co to jest, odparł:
- Kamienie, które przywędrowały do nas ze Skandynawii po kolejnych zlodowaceniach, można je znaleźć wszędzie. Jakież one są różnorodne. Jedne okrągłe, jakby obrobione mechanicznie, inne o kształtach podobnych do zwierząt i przedmiotów powszechnego użytku. Trudno obok nich przejść obojętnie. Czyż nie są one bardziej szlachetne w swoich kształtach niż np. gipsowe krasnale w ogrodzie? Czyż nie są godne szacunku?

Wziąłem do ręki kilka tych niezwykłych zwyczajnych kamieni. I w tym momencie przypomniałem sobie, że podobną filozofię życiową wyznaje jeden z moich przyjaciół. Profesor filologii obok swojego biurka ma kilka okrągłych kamieni narzutowych różnej barwy i wielkości. Gdy byłem u niego w gabinecie nie wydawało mi się to czymś nadzwyczajnym. Stwierdziłem po prostu, że jest to symbol jego miłości do przyrody. Ale jednocześnie wzbudziło moją ciekawość, czy nie wykorzystuje ich po prostu jako eksponaty do humanistycznych dywagacji i badania wrażliwości studentów na piękno?


zobacz duże zdjęcie - 367x600 - 68kBzobacz duże zdjęcie - 600x402 - 69kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 70kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 79kB


Godz. 15.25

Wracam do domu pełen wrażeń. Mam jeden okaz z giełdy, kwarc z Malawi, który jest jednocześnie pamiątką z miasta Łodzi.


Niedziela 3.04.2011r.
godz. 10.30


zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 35kB
Dziś już nie dam się wciągnąć w żadne dyskusje. Przechodząc po raz kolejny po hali zwracam uwagę na stoisko Elżbiety i Tomasza Szupienko. Nie wiem, czy są po raz pierwszy na INTERSTONE, czy po prostu do tej pory nie zauważyłem ich twórczości. Wisiorki i korale, w których przeważają elementy miedziane. Wszystko w ciepłych, naturalnych bartwach. Dla kontrastu niebieskie broszki, jakby z nie tego świata. Chwilę rozmawiam z ich twórcami. Ciągle w ich opowieściach przewijają się trudności z wymyśleniem nowych wzorów i nowych pomysłów, oraz nieprzewidywalność mody. Niektóre wzory, które wydawać by się mogło powinny być hitem, nie uzyskują uznania. Te z kolei, które nieszczególnie podobają się autorom np. niebieskie broszki znajdują bardzo dużą ilość odbiorców. Niezbadane są, jednym słowem, gusta kobiece.


zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 52kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 79kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 61kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 58kB


Godz. 11.20

W końcu mam szansę obejrzeć wystawy zawsze towarzyszące targom INTERSTONE. Dziś swoje okazy prezentuje Jan Tołysz z Nowego Sącza, którego minerały Słowackiej Dobśiny wzbudzają zainteresowanie kolekcjonerów. Nie jest to stanowisko powszechnie znane, ale okazy zaprezentowane są godne obejrzenia. Ciekawa lokalizacja leżąca nieopodal Polski, ciekawe minerały. Na ten temat autor wystawy napisał artykuł w gazecie targowej. Warto go przeczytać. Kto nie ma gazety, to może zerknąć na stronę internetową INTERSTONE. Obok wystawa agatów z Maroka ze zbiorów Przemysława Derleckiego. Widziałem różne agaty z tej lokalizacji. Sam w kolekcji mam ich kilkanaście, ale takich hiciorów dawno nie widziałem. Czapki z głów. Każde światowe muzeum może zazdrościć autorowi. Aż strach pomyśleć, jakie on ma jeszcze okazy w swojej kolekcji. Mam nadzieję, że na najbliższych targach pokaże kolejne cacka. Trzecim wystawcą jest Janusz Gradowski z Krakowa, który prezentuje kamienie szlachetne. Szczególną uwagę zwraca skała kimberlitowa z tkwiącym w niej diamentem o wielkości około ½ karata. Cenny okaz. Oprócz tego akwamaryny, topazy, etiopskie opale, tanzanity i inne kamyki z najwyższej półki. Jak mówi mój kolega, za szybą ładnych kilkanaście tysięcy złotych. Dla tych dla których złotówki mają największe znaczenie to najwyższy komplement.



zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 35kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 39kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 33kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 44kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 59kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 56kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 87kB 


Godz. 13.15

Na dzisiejszej giełdzie honory meteorytowców broni Piotr Barański. Na łódzkiej giełdzie jest po raz drugi. Dłuższą chwilę rozmawiamy o problemie cen meteorytów i tektytów. Zastanawiamy się od czego to zależy. Kiedyś za szkło libijskie trzeba było zapłacić kilkaset złotych, dziś kilkanaście. Kiedyś Morasko było bardzo rzadkie i cenione, dziś tych okazów na portalach internetowych można znaleźć wiele i to w cenach zupełnie dostępnych dla przeciętnego kolekcjonera. Podobnie można dyskutować o wahaniach cen na Sihote Alin. Raz za kilka złotych można kupić przyzwoity okaz, innym razem ceny windowane są bardzo wysoko. Może uda się kiedyś namówić specjalistów z tej dziedziny, by wyjaśnili to zjawisko przeciętnemu kolekcjonerowi.
I dziś, jak na poprzednich giełdach obaj spotkaliśmy ludzi, którzy przynieśli kamienie znalezione w ogródku, które właścicielom przypominają meteoryty. Oczywiście w 99% są to przeważnie rudy żelaza przywleczone przez lodowiec, lub jakieś żużle z dawnych hut. Ale każdy z rozmówców przez chwilę czuje się szczęśliwcem, odkrywcą nieziemskiego kamienia. Bardzo trudne jest sprowadzanie na ziemię właścicieli tych okazów.


zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 70kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 74kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 47kB


Godz. 15.15

Nie wspominam o rozmowach z wystawcami, z którymi dłużej rozmawiałem na poprzednich targach, ze Sławomirem Chmielewskim i z Jadwigą Pokorą. Kto nie czytał o nich w gazecie targowej, polecam stronę internetową INTERSTONE.




zobacz duże zdjęcie - 600x439 - 87kBzobacz duże zdjęcie - 402x600 - 63kBzobacz duże zdjęcie - 600x419 - 63kBzobacz duże zdjęcie - 600x491 - 107kB
zobacz duże zdjęcie - 600x402 - 55kBzobacz duże zdjęcie - 600x402 - 53kBzobacz duże zdjęcie - 600x402 - 49kBzobacz duże zdjęcie - 600x402 - 51kB
zobacz duże zdjęcie - 600x402 - 45kBzobacz duże zdjęcie - 600x402 - 47kBzobacz duże zdjęcie - 600x389 - 65kB 




Poniedziałek 4.04.2011r.
godz. 10.00


Był dzisiaj u mnie znajomy, który z całą rodziną był na INTERSTONE. Pytam:
- No i jak?
- Wie pan, pierwszy raz w życiu cała rodzina była zadowolona. Córka oglądała i kupowała minerały, żona przebierała w biżuterii, do końca roku mam z głowy prezenty, a ja spotkałem tylu ciekawych ludzi, że nawet przez sekundę się nie nudziłem. Kiedy następna giełda?
- Na pewno pana zawiadomię.

Cóż więcej dodać w podsumowaniu?

Ryszard Juśkiewicz
Foto: Adam Juśkiewicz i Janusz Kubik
do góry | powrótHISTORIA GIEŁDY • REPORTAŻE