valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

reportaże


XXXIX INTERSTONE 15 - 16.10.2011
Sobota 15.10.2011r.
godz. 8.30


zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 48kB
Jadąc na giełdę cały czas myślałem o zagadnieniu, którym zajmowałem się przez ostatnie tygodnie. Starałem się odpowiedzieć na pytanie, kto jest właścicielem okazu mineralogicznego, który znalazłem spacerując po polach lub górskich bezdrożach. Czyj byłby meteoryt, który spadłby np. na mojej działce pracowniczej?

Wbrew pozorom są to pytania, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź w świetle polskiego prawa. Szczególnie jest to skomplikowane w odniesieniu do meteorytów, ale gdy w grę wchodzą prawa własności znajdowanych okazów mineralogicznych i paleontologicznych nie jest to też jednoznaczne.

Dyskusja na ten temat w specjalistycznej prasie i na internetowych forach rozgorzała po spadku meteorytu Sołtmany. Spotkałem tam kilka opinii, które na podstawie kodeksu cywilnego (inne akty prawne nie zajmują się praktycznie tym zagadnieniem) próbują dać odpowiedź na zadane pytania.

zobacz duże zdjęcie - 600x398 - 33kB
Mnie szczególnie interesowało, czy znalezione przed laty agaty na polach Gozdna są moją własnością, czy skrzemieniane drewno znalezione w lesie w trakcie grzybobrania jest moje, czy okazy z bełchatowskiej hałdy są w dalszym ciągu własnością kopalni, czy już mogę się poczuć ich właścicielem.

Na dzień dzisiejszy, biorąc pod uwagę jedną z kilku opinii prawnych, dla własnego spokojnego sumienia, ja Ryszard Juśkiewicz przyjmuję na podstawie art. 143 i 174 kodeksu cywilnego, że właścicielem okazów mineralogicznych, paleontologicznych i petrograficznych, które znalazłem w lesie lub na polu jest właściciel gruntów. Ale jeśli w ciągu 3 lat okazy te są w moim posiadaniu, a właściciel gruntów nie wystąpił do mnie o ich zwrot, stają się moją własnością. Dotyczy to znalezionych okazów przypadkowo. Ja tak znalazłem okaz drewna skrzemieniałego na terenie Lasów Państwowych. Po trzech latach nikt z tej instytucji nie zgłosił do mnie chęci odzyskania okazu. Dziś jest w mojej kolekcji legalnie.

Inna jest sytuacja prawna moich agatów z Gozdna. Ja wiem, wie właściciel gruntów, że na jego terenie występują agaty. Grunt ten jest nieużytkiem lub polem ornym i nie jest kopalnią agatów. Nie prowadziłem też na tym terenie robót górniczych. Agaty znalazłem na ziemi. Zgodnie z kodeksem cywilnym, takie okazy są moją własnością, gdy są w moim posiadaniu nieprzerwanie przez 10 lat i właściciel gruntów nie wystąpił do mnie o ich zwrot. Uff! Agaty mam od 15 lat. Są moje.

A te krzemienie pasiaste znalezione na hałdzie w Bełchatowie muszą jeszcze z parę lat poczekać. Żeby tylko dyrekcja kopalni się o tym nie dowiedziała!

A co z meteorytem, który mógłby spaść na moją działkę? Zgodnie z różnymi interpretacjami prawa właścicielem tego niebiańskiego okazu mógłby być: Skarb Państwa, Krajowy Związek Działkowców, Zarząd Ogrodów Działkowych lub moja skromna osoba. Całe szczęście, że ten meteoryt nie spadł, bo miałbym masę wątpliwości.

Jak wynika z powyższych dywagacji, ciężkie jest życie obywatela, który chce za każdą cenę przestrzegać prawa. A może to prawo jest niedoskonałe?

Godz. 9.30

zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 48kB
Z tak poważnych rozważań, zaraz po wejściu do hali, wyrwał mnie uśmiech Pani Barbary Bator. Nie wiem czemu, ale gdy widzę jej roześmianą twarz, to i mnie mija powaga.

- Czemu to się nie było na ostatniej giełdzie? – spytałem zaczepnie - Gdzież to bawi Pani mąż, że zostawił Panią samą przy stoliku?
- Mąż się zaraz znajdzie, bo ogląda minerały u innych wystawców, a nie było nas, bo mąż w kwietniu zaprosił mnie na narty. Nie ma pan pojęcia jaki cudny śnieg był. Świeży spadł na narciarskie trasy i zjeżdżało się doskonale.

Słuchałem z podziwem, bo kto zna Panią Barbarę wie, że już skończyła -dzieści lat. Może należy to powiązać z jej optymistycznym sposobem życia i emanującą życzliwością.

- Tej giełdy nie chcieliśmy opuścić, bo tu można porozmawiać z ciekawymi ludźmi, a przy okazji udaje się coś sprzedać z naszych minerałów przywiezionych z podróży po całym świecie.
- A czy pamięta Pani ten różowy rubin z Macedonii, który kiedyś oglądałem przy Waszym stoisku? Obejrzałem go i zamierzałem kupić tuż po załatwieniu jakiejś sprawy w drugim końcu hali. Wracam, rubinu nie ma. Sprzedany. A był taki ładny.
- Pamiętam pana minę. Ale muszę powiedzieć, że dzisiaj przyszła klientka, która go kupiła i pokazała mi pierścionek z oczkiem z tego kamienia. Nie ma pan pojęcia, jak pięknie wyglądał.

Tego mi tylko brakowało. Jak wiedzą wszyscy kolekcjonerzy, w takiej sytuacji wyzwala się w człowieku uczucie zwane w skrócie „zazdrość bez zawiści”.

- Ale niech pan spojrzy tutaj – kontynuuje swoją opowieść Pani Barbara - ten też jest niebrzydki.

Stałem przy stoliku co najmniej pół godziny i nie widziałem. Być może jest trochę gorszy niż tamten, ale też różowiuchny, i taki „macedoński”. Za chwilę wylądował w mojej kieszeni.

Jaki stąd wniosek? Warto rozmawiać.

Godz. 11.10

zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 35kB
Na to spotkanie czekałem z niecierpliwością. Piotrek Tomaszewski, tak, to autor artykułu o nowych etiopskich opalach w Gazecie Targowej, miał mi pokazać nowe opale. Oglądam te obrobione i te surowe. Są rzeczywiście ładne i stosunkowo tanie w porównaniu z australijskimi. Pokazuje mi zjawisko, które opisał w swoim artykule. Te okazy, które są dłuższy czas na powietrzu są bardziej mleczne, ale posiadające opalescencję. Przyklejają się do wilgotnych palców. Po włożeniu do wody, czyli nasyceniu wilgocią, stają się przezroczyste i nabierają intensywnych, kolorowych błysków. Co ważne, podczas tych zabiegów nie pękają. To zjawisko nie powinno dziwić, wszak wzór chemiczny opalu jest
SiO2 x nH2O. Ale tak szybkie nasycanie wodą jest tylko w tych opalach.

zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 24kB
- Jak dużą pożyczkę musiałbym wziąć, by kupić ten okazy dla żony? - dopytuję się pokazując szlifowane mleczne etiopskie okazy.
- Ten jest wart około 300 złotych, a ten około 3 tysięcy - odpowiada Piotr - nie są takie drogie. Za ten „arlekin” z Australii, popatrz na niego w cieniu, musiałbyś wyłożyć tak po znajomości około 10 tysięcy.

Oglądam. Rzeczywiście cudo. Na czarnym tle poruszające się prostokąty czerwone i zielone, widoczne pod każdym kątem. Piękny okaz. Szkoda tylko, że chwilowo nie mam wolnej gotówki w tej wysokości. Może kiedyś. Ale wątpię, bo z zasady nie gram w żadne gry liczbowe i mnie nie dotyczą kumulacje.

Godz. 12.20

Podchodzę do jednego stolika, na którym leży biżuteria ceramiczna. Pytam grzecznie, czy mogę zrobić zdjęcie i czy możemy porozmawiać. Na oba pytanie słyszę kategoryczne „NIE”. Cóż na wygląd trzeba sobie zapracować (to opinia moja o mnie). Może byłem podobny do kogoś z konkurencji lub do poborcy podatkowego?

Godz. 12.30

zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 45kB
Kilka stolików dalej widzę inne okazy biżuterii ceramicznej. Nie jestem specjalnym jej fanem, ale te są wyjątkowo urocze. Zadaję te same pytania. Na twarzach Joanny i Leszka Jankowskich gości uśmiech i wspólna odpowiedź:
- Ależ, oczywiście.
Rozmawiamy przez chwilę, oglądam okazy. Być może kiedyś opiszę technologię ich wytwarzania i bliżej je zaprezentuję w gazecie.




Godz. 13.35

zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 54kB
Już miałem zakończyć dzisiejszą przygodę z INTERSTONE, ale spotykam dawno nie widzianego Wiesława Buchowieckiego. Znamy się od lat z dawnych spotkań w Towarzystwie Miłośników Mineralogii i wspólnych wyjazdów terenowych w poszukiwaniu minerałów. To człowiek o olbrzymiej wiedzy, dla mnie mineralogiczny i krystalograficzny autorytet, a jednocześnie człowiek niezwykle skromny i wyciszony. Rozmowa z nim na każdy temat jest przyjemnością. Po kilku zdaniach, że nam miło ze spotkania i po przekazaniu pozdrowień naszym małżonkom (znają się i chyba lubią, choć dawno się nie widziały), podchodzimy do stoiska Marty Włodarskiej, która prezentuje biżuterię z bursztynu i z różnych gatunków drewna. Podobają nam się te wyroby. Zgodnie twierdzimy, że wyróżniają się na tej giełdzie.

zobacz duże zdjęcie - 600x450 - 31kB
Po chwili spotyka mnie niespodzianka. Wiesław rozpoczyna specjalistyczną rozmowę na temat sztuki jubilerskiej. Szczegółowo wypytuje o rodzaje drewna stosowanego w przywieszkach i broszkach, porównuje wyroby do starych wzorów sztuki Majów i ludów afrykańskich, pyta o inspiracje twórcze i wymowę poszczególnych kompozycji. Otwieram oczy ze zdumienia. Takiego Wiesia nie znałem. Po chwili zwraca się do mnie, ale tak żeby słyszała autorka biżuterii:
- Popatrz, trochę tu za dużo linii poziomych, to psuje harmonię.

Grzecznie przytakuję, bo w tej dziedzinie chyba jestem dyletantem. Ale od tego momentu zwracam uwagę na „poziome linie” w przywieszkach i broszkach u innych wystawców. Im dłużej przyglądam się biżuterii na różnych stolikach, tym więcej widzę poziomów. Może to przewrażliwienie po wykładzie Wiesia.

Razem spacerujemy wzdłuż alejek w hali, komentując zarówno wystawioną biżuterię, jak również minerały. Czasem wzrok nasz przyciąga jakiś nietuzinkowy wyrób, to drewniane obrączki, to miedziane ozdoby. Przy każdym eksponacie czekam zna opinię Wiesia. Rzeczowe i przemyślane oceny świadczą o jego dogłębnej wiedzy. Wiesio! Szacunek!

Godz. 15.10

zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 37kB
Już miałem wychodzić, gdy zobaczyłem obok wystawy giełdowej roześmianą minę Pani Jadwigi Pokory. W gablocie jest jej wystawa czółenek do wyrobu biżuterii frywolitkowej i innych przyrządów, których przeznaczenie tylko można się domyśleć. Wszystkie pomagają wykonywać precyzyjnie szydełkowaną biżuterię. Kto ogląda wystawę, szuka, gdzie w hali jest stanowisko z tego typu biżuterią. Zawsze przy tym stoliku widziałem dużo oglądających i kupujących.



zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 30kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 25kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 26kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 29kB


Godz. 15.50

Nie obejrzałem do końca stolików z minerałami. Ale jutro też jest dzień i giełda.


Niedziela 16.10.2011r.
godz. 10.30


zobacz duże zdjęcie - 402x600 - 36kB
Zaraz po wejściu podchodzę do Wojciecha Mysiary, rzeczoznawcy gemmologa. Korzystam z chwili, gdy obok niego nie ma klientów i dyskutantów. Pytam o nowości w gemmologicznym świecie. Pokazuje mi tsavoryty, zielone granaty, które dotychczas znane były jedynie z milimetrowych kryształów praktycznie nie nadających się do wykorzystania w jubilerstwie. Te są duże, o intensywnej szmaragdowej barwie. Surowiec do wyrobu oczek pochodzi z Madagaskaru i jest stosunkowo nowym, nieznanym wcześniej złożem. Kryształy tej odmiany granatu widziałem w ubiegłym roku w Warszawie w kolekcji Spirifera.

Z nowości, pokazuje mi oczka z błękitnego tanzanitu. W naturze kryształy tego minerału są brązowo - szare, a swą błękitną bartwę uzyskują podczas termicznego uszlachetniania. Nie ma w swojej ofercie wyrobów z żółtego brazylianitu, który był swego czasu promowany. Jest za kruchy i trudny w obróbce, a i barwa żółta w innych minerałach jest ciekawsza, np. w złocistych topazach czy w żółtych szafirach.

zobacz duże zdjęcie - 600x571 - 40kB
- Jaka jest różnica cenowa między tej samej wielkości i czystości rubinem syntetycznym a naturalnym? - pytam.
- Syntetyczne rubinowe oczko o wielkości około 1 karata kosztuje około 150 zł, takiej wielkości rubin naturalny może kosztować kilka tysięcy złotych, a wyjątkowe okazy nawet kilkadziesiąt - wyjaśnia Pan Wojciech - Oczywiście ma znaczenie miejsce pochodzenia surowca, barwa, czystość oraz staranność szlifu. Gdy były masowo sprowadzane kiedyś pierścionki z dawnego Związku Radzieckiego czy też Turcji wszystkie przezroczyste kamienie były syntetycznymi korundami, niezależnie od barwy. Korund dla jubilera jest podstawowym kamieniem. Twardy, odporny na temperaturę i na uderzenia, nie to co inne minerały wykorzystywane do szlifowania. O tu proszę spojrzeć, ktoś dał mi do sprawdzenia oczko z pytaniem jaki to kamień. Barwa słomkowopopielata, idealnie przezroczysty, ale jest to andezyn, odmiana skalenia, o twardości 6 w skali Mohsa, a więc jest narażony na matowienie poprzez obecność twardszych materiałów, głównie kwarcu we wszechobecnym kurzu. Jest też kruchy. To typowy okaz dla koneserów. Ja, jako jubiler nie polecałbym takich wynalazków.

- Kiedyś oglądałem film o produkcji syntetycznych rubinów przez jedną z francuskich placówek, które są praktycznie nie do odróżnienia od prawdziwych. Ludzie z branży chcieli odkupić wyłączność ich produkcji za grube miliony. Czy słyszał Pan coś na ten temat?
- Nie, natomiast dochodzą mnie słuchy, że takie syntetyki opracowano w Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do diamentów, szczególnie dla tych barwnych. Gdyby to okazało się prawdą, to mogłoby zachwiać rynkiem gemmologicznym, a także być może innymi rynkami. Proszę sobie wyobrazić, że nagle żelazne zapasy diamentowe firmy DeBeers liczone w dziesiątkach ton nagle tracą znacznie na wartości. Dotychczas diamenty naturalne są uważane za jedną z pewniejszych lokat kapitału. A tu nagle krach. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i znajdzie się metoda odróżniania i tych syntetyków od naturalnych okazów.

Godz. 11.45

zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 31kB
zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 34kB
Widzę kilka nowych twarzy na INTERSTONE. Przede wszystkim jest Czech Martin Svoboda, który oferuje surowce jubilerskie , w tym ładne okazy mineralogiczne. Moją uwagę zwróciły niebieskie chalcedony z Konga, choć właściwie można by je nazwać kwarcami, ponieważ swym pokrojem były bardzo podobne do kwarców kaktusowych. Kryształy z zewnątrz mają barwę błękitną, lecz były nieprzezroczyste. Chwilę rozmawiamy, okazuje się, że według mojego rozmówcy, to Czesi odkryli w Kongu miejsce ich występowania. Ponoć w Czechach surowiec ten cieszy się niezwykłą popularnością wśród jubilerów.
Na stoliku i w gablocie ciekawe okazy, nowe lokalizacje. Mam nadzieję, że w następnych giełdach też będzie brał udział i pokaże dalsze nowości.

Niedaleko ma swoje stoisko Pani Izabela Robaczewska, też pierwszy raz w Łodzi, wystawia ciekawe wyroby z bursztynu. Biżuteria nietuzinkowa, inna niż większość prezentowanych wyrobów na targach.

Godz. 14.10

Czas zająć się minerałami. Na głównej mineralogicznej alejce stoisko Krzysztofa Nowaka. Uwagę przykuwają olbrzymie kwarcowe szczotki, dwie alpejskie jedna z Brazylii. Miła rozmowa. Mają też okazy markazytów na barycie z ostatniego odkrycia w kopalni miedzi. Państwa Nowaków od lat można spotkać na INTERSTONE.

Godz. 15.20

zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 47kB
Nie miałem czasu pogadać dziś z Jerzym Jaszczyszynem, który na dzisiejszej giełdzie wystawia część swojej kolekcji w gablocie przy wejściu na halę. Znamy się od lat, nie tylko z łódzkiej giełdy. Spotykaliśmy się w Warszawie, we Wrocławiu. Zawsze ma coś ciekawego z minerałów. Często nie mogę się oprzeć i kupuję coś u niego.
Na pytanie, co słychać, odpowiada:
- Co słychać, to sam widzisz. Tam gdzie mają świecidełka są kupujący. Tam gdzie są same minerały to pies z kulawą nogą nie spyta o nic. Ba, nawet nie zatrzyma się na chwilę. Sytuację trochę ratują sfrustrowane panie, które z listą kamieni, które leczą, oraz są wynikiem studiowania znaków zodiaku pytają o jaspisy, czy też ametysty. A przecież sens takiego stoiska jest wtedy, gdy jest zainteresowanie nowościami, oryginalnymi minerałami czy nowymi lokalizacjami. Młodzież coraz mniej interesuje się minerałami, szał zakupu jurajskich skamieniałości, wynikający z oglądania filmu „Park jurajski” dawno minął. A bębnówka w całości zaspokaja potrzeby wierzących w uzdrawiającą moc kamieni.

zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 34kB
- Tego by jeszcze brakowało, by powróciły przesądy, że kamienie przynoszą nieszczęście – wtrąciłem.
- Tak. Ale odchodzenie od zainteresowania minerałami i skamieniałościami jest zauważalne w całej Polsce, moim zdaniem, najmniejsze jest w Warszawie i we Wrocławiu. Nie wiem skąd to wynika? Popatrz, to nie dotyczy tylko mnie, obok przy mineralogicznych stolikach też nie ma tłoku, mimo, że ludzi w hali jest sporo.
- Może na to wpływ ma internetowy handel minerałami, chcesz kupić nie musisz nawet wychodzić z domu – próbuję znaleźć diagnozę.

Odchodząc od stolika Jurka, przypomniałem sobie moją wizytę w Kowarach. Przed sztolnią były sklepy z minerałami. Nie znalazłem tam żadnego minerału z Kowar, ba nawet z Sudetów. Królowały odpadowe kwarce z Brazylii i barwione plasterki agatów.

zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 32kB
W sztolni mini muzeum z minerałami i co…? Barwione plastry agatów, podgrzewane cytryny z Brazylii oraz syntetyczne, barwne ałuny.

Pytam przewodnika:
- Dlaczego?
- Klient nasz Pan. Większość kupuje kolorowe świecidełka, bo im się to podoba. Mało kto zapyta o tutejsze minerały, czy skały. A biznes musi się kręcić, proszę pana. Jak ktoś zobaczy w sztolni takie cacka i może kupić na straganie podobne za kilka złotych, to czuje się jakby w domu miał część muzeum. To nobilituje. A jakieś obrośnięty hematytem kwarc czy brudnoszary granat, czy jest powodem do zazdrości sąsiada? No, niech pan sam powie.

Nie powiem, bo nie chcę się z tym pogodzić.

Może na następnej giełdzie będzie więcej mineralogicznego optymizmu.

Ryszard Juśkiewicz
Foto: Adam Juśkiewicz






zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 31kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 26kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 35kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 28kB
zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 19kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 29kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 29kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 30kB
zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 32kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 28kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 34kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 30kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 48kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 31kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 23kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 43kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 42kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 33kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 42kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 46kB
do góry | powrótHISTORIA GIEŁDY • REPORTAŻE