valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

reportaże


XXXV INTERSTONE 24 - 25.10.2009
Sobota 24.10.2009
godz. 9.30


Jadę na INTERSTONE z radością, że będzie to impreza w Hali Sportowej MOSiR, a nie w namiocie obok. Nie będzie kłopotów z wentylacją, będzie więcej miejsca. Pewnie z tego powodu cieszą się również wystawcy, którzy praktycznie cały weekend spędzają w zamkniętym pomieszczeniu. Jak zwykle już od wejścia na halę spotykam ludzi, z którymi widziałem się ostatnio na poprzednich targach. Jedni tylko machają ręką na powitanie, inni pytają: "co słychać?", z niektórymi nie sposób nie zamienić choć parę słów. Tak mija pierwsza godzina INTERSTONE.

Godz. 10.30

zobacz duże zdjęcie - 389x600 - 24kB
Druga godzina rozpoczyna się niespodziewanie od spotkania z organizatorem wystawy Januszem Nowakiem. To nic nadzwyczajnego, bo trudno nie spotkać go na sali, nawet gdy pełno ludzi. Zawsze osobiście wszystko chce nadzorować. Ale w jego towarzystwie pojawia się Jacek Wachowiak. Nie wiem jak to się stało, że uczestniczy on w targach INTERSTONE od wielu lat, a ja nie miałem okazji go spotkać i zamienić z nim choć parę słów, a przecież tez jestem uczestnikiem tej imprezy „od zawsze”. Poznajemy się i mimo ciągłego braku czasu obu panów rozmawiamy ponad godzinę. Oczywiście wszystkie tematy rozmowy rozpoczynają się i kończą na minerałach i na historycznych już wystawach i giełdach. Przemili rozmówcy, o olbrzymiej wiedzy i co nie mniej istotne z dystansem do siebie i ogromnym poczuciem humoru.

Ale ja przyjechałem oglądać ekspozycje, może coś kupić, a tu zbliża się południe, a ja nie doszedłem nawet do połowy sali, tylko cały czas gadam.

Godz. 12.30

zobacz duże zdjęcie - 600x457 - 35kB
W końcu dochodzę do stolika Towarzystwa Miłośników Mineralogii. A za stołem konglomerat młodości i przedstawicieli założycielskiego grona Towarzystwa. To znaczy, że Towarzystwo żyje i być może ma się dobrze.

I z jednymi i z drugimi miła rozmowa (znów rozmowa, ale to przecież jedna z atrakcji giełdy). Zerkam jednocześnie na okazy. Szczególnie drewno z Ukrainy bardzo efektowne.

Tymczasem do stolika podchodzi młoda kobieta i pyta:

- Gdzie mogłabym dostać jakiś okaz skalenia z Polski? Wszędzie tylko Maroko i Maroko, a czasem na dodatek Madagaskar.

Zdębiałem. Co tu odpowiedzieć. Wskazałem ręką gdzieś na koniec sali prawdę mówiąc z zażenowaniem. Szybko odszedłem i zacząłem szukać… skalenia. Przeszedłem wszystkie stoliki z minerałami i co, kobieta miała rację. Polskich minerałów jak na lekarstwo. Gdzieś kilka agatów z Nowego Kościoła, gdzie indziej jakiś serpentynit z Nasławic oraz kilka stoisk z krzemieniem pasiastym.
Nigdzie nie spotkałem żadnego skalenia, kwarcu ze Strzegomia nie wspominając o chryzoprazach, celestynach, nefrytach czy też turmalinach.

Po tym rajdzie spytałem jednego z wystawców "madagaskarów", dlaczego nie ma minerałów z Polski?

- Wiesz w Polsce to nie ma właściwie ciekawych okazów, a jak pojadę do Maroka, czy kupię w hurcie „madagaskar” to sprzedam i zarobię. A polskie okazy trzeba "wychodzić" i "wykopać", a to ciężka praca. A dla początkującego kolekcjonera, a takich jest większość na giełdzie to kolorowy wanadynit czy też kształtny baryt zawsze będzie ciekawszy niż jakiś "strzegom".

Zapytałem dalej:

- Czemu nie masz gipsów z Dobrzynia, z Mszczonowa albo celestynów Machowa? Czemu "strzegom" jest takim rarytasem? Przecież to minerały, których nie możemy się wstydzić w świecie.

Odpowiedział:

- Gipsy trzeba kopać, a celestyny to już historia. Strzegom też trzeba kupić od skalników.

Nie przekonał mnie. Lecz teoria, że lepiej jechać do Maroka niż kopać w Dobrzyniu świadczy tylko o znacznej komercjalizacji rynku minerałów. Cóż, supermarkety wygrywają z osiedlowym sklepikiem, czy targowym straganem.


Godz. 14.00

Już czas na obiad, a ja w polu. Niewiele widziałem, nic nie kupiłem. Idę do Michala Vasicka. On ma zawsze coś ciekawego. Jest późno, więc nie mam nadziei na jakiś topowy okaz.

Pytam:

- Co masz? Co polecasz?

Bez słowa wskazuje na egiryn z Malawi, a nie skaleń ze Strzegomia, ale to w jego przypadku nie dziwi. Dziwi natomiast, że tym razem nie ma czeskich specjalności, pseudoleucytów, augitów czy też innych czeskich specjałów. Jak zawsze targuję się zawzięcie. To też giełdowy ceremoniał. Kupuję jeden z okazów. Mogę jechać na obiad.



Niedziela 25.10.2009r.
godz. 10.00


zobacz duże zdjęcie - 600x470 - 38kB
Obiecuje sobie, że dziś będę bardziej zorganizowany. Przed wyjazdem biorę niezidentyfikowane okazy minerałów Zairu i z Antarktydy, które dostałem od znajomego. Mam nadzieję, że uda mi się je zidentyfikować. Zaczynam jednak od wystaw. Oglądam je starannie, bo ciekawe. Wczoraj jakoś zabrakło czasu. Na pierwszy ogień idzie wystawa Wiesława Pusza pod tytułem "Polskie kwarce". Jakby na przekór wczorajszym rozmowom udowadnia, że i w centralnej Polsce można mieć kolekcję ciekawych polskich okazów. Niektóre z lokalizacji to osobiste odkrycia. Popatrzcie "Marokańczycy"! Chapeau bas!
Być może zapoczątkuje ona wystawy cykliczne członków Towarzystwa Mineralogii.

zobacz duże zdjęcie - 600x505 - 34kB

Obok wystawa Jacka Wachowiaka i jego siarka, celestyny i baryty. To już historia. Okazy godne światowych muzeów. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś może się skończyć Machów. Byłem tam, znalazłem parę okazów nie starając się wcale jakoś o przywiezienie ich większej ilości. Przecież, myślałem, zawsze tam będzie można wrócić. Już nie można. A szkoda.





zobacz duże zdjęcie - 422x600 - 20kB
zobacz duże zdjęcie - 600x442 - 27kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 26kB

Jeszcze tylko kolejna prezentacja agatów Piotra Szczerbina i biżuterii Andrzeja Opałko z syntetykami Swarovskiego. Na deser bardzo ciekawa "Biżuteria z jajem" Urszuli Wasilewskiej z Warszawy. Nie jestem koneserem tej dziedziny sztuki, ale to było ładne, oryginalne i ciekawe. Wszyscy wystawcy otrzymali dyplomy z podziękowaniem za przygotowanie ekspozycji.

Nadszedł również moment wręczenia albumów "Agaty z Płóczek Górnych" (recenzję tego wydawnictwa znajdziesz >>tutaj) dla wydawcy i redaktorów gazety targowej. Od kilkunastu lat promują piękno przyrody nieożywionej, szczególnie tej z Dolnego Śląska, perły w mineralogicznej koronie Polski. Wielokrotnie na łamach gazety propagowane było "Lwóweckie Agatowe Lato" czy też książki opisujące piękno Dolnego Śląska.

Godz. 11.35

Rozpoczynam poszukiwanie specjalistów, którzy pomogliby mi oznaczyć minerały, które przyniosłem na giełdę. Zaczynam od Przemka Budzyńskiego znanego z życzliwości uczestnika giełdy. Ogląda z zaciekawieniem, wymieniamy możliwe nazwy minerałów, ale końcowa konkluzja brzmi:

-Trzeba by to zbadać chemicznie.

Sąsiad ze stolika obok po obejrzeniu okazów sarkastycznie odpowiada:

- Nie wiem i nie muszę wiedzieć.

Pewnie tak, ale… Ta sama niby szkoła, a jakie różne podejście do tematu.
Po chwili spotykam Jacka Wachowiaka i zaczyna się rajd po sali.
– Może ten będzie coś wiedział na ten temat. Wiesz, słyszałem, że tamten miał coś podobnego.

Chodzimy po sali, pokazuję, dyskutujemy, czas mija. Na koniec pada propozycja:

-Uszczknij kawałek z okazów to ci zbadam.

Nie uszczknę. Cóż pozostanę w niewiedzy.

Godz. 13.15

Zapomniałem napisać, że w niedzielę przyjechałem z żoną. Chciałem razem z nią wybrać jakieś ciekawe okazy biżuterii. Do tej chwili byłem rozbiegany, lecz w końcu spotkaliśmy się w tłumie i razem wybraliśmy ciekawe wyroby z australijskiego mokaitu oraz z obsydianu. Biżuteria ma się żonie podobać, ja zaś dbam o to, by były to wyroby z kamieni naturalnych. Przeważnie nam się udaje połączyć oba warunki, zgodnie z zasadą: "piękne, bo naturalne".

Godz. 14.10

Spotykam Piotra Czublę, niezwykle życzliwego człowieka. Geolog z wykształcenia. Nie kolekcjonuje minerałów lecz monety, ale zawsze można go spotkać na INTERSTONE. Rozmawiamy o moich nieoznaczonych minerałach. Obiecuje pomoc. Rozmawiamy również o jego publikacjach w gazecie. Są zawsze na najwyższym merytorycznie poziomie. Mam zaszczyt, że chce współpracować z gazetą targową.
Dla mnie kończą się jesienne targi. Egiryn z Malawi wzbogaci moje zbiory, mokait i obsydian ozdobi szyję żony. Aby do wiosny.

Godz. 17.15

Dzwoni telefon. Odbieram i słyszę w słuchawce głos Jacka Wachowiaka:
- Znalazłem faceta, co zna się na twoich okazach. Przyjeżdżaj, to pogadamy.
Nie przyjechałem, natomiast obiecałem przysłanie okazów do badania.


Ryszard Juśkiewicz
fot. Adam Juśkiewicz






zobacz duże zdjęcie - 457x600 - 47kBzobacz duże zdjęcie - 600x403 - 35kBzobacz duże zdjęcie - 436x600 - 45kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 35kB
zobacz duże zdjęcie - 574x600 - 55kBzobacz duże zdjęcie - 484x600 - 42kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 47kBzobacz duże zdjęcie - 600x430 - 38kB
zobacz duże zdjęcie - 400x600 - 39kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 20kBzobacz duże zdjęcie - 600x381 - 27kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 14kB
zobacz duże zdjęcie - 600x409 - 20kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 30kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 28kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 32kB
zobacz duże zdjęcie - 600x400 - 36kBzobacz duże zdjęcie - 600x400 - 33kBzobacz duże zdjęcie - 400x600 - 63kBzobacz duże zdjęcie - 439x600 - 35kB
do góry | powrótHISTORIA GIEŁDY • REPORTAŻE