valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

rady starszego kolegi


Trudne początki, cz. IV
Psikusy natury

Najtrudniejszym problemem dla początkującego kolekcjonera jest rozpoznawanie minerałów. Ale trzeba to otwarcie powiedzieć, nie tylko dla początkujących zbieraczy. Ileż to razy profesjonaliści robią błędy, lub nie potrafią precyzyjnie podać składu chemicznego minerałów, czy innych jego własności mimo, że mają do dyspozycji bogato wyposażone laboratoria. Ale największym „wrogiem” zwłaszcza młodych miłośników mineralogii jest sama natura.

Od lat staram się poznawać zjawiska związane z budową geologiczną Ziemi i co raz częściej mam wrażenie, że świat skał i minerałów mimo, że teoretycznie powinien podlegać powszechnie znanym regułom pełen jest niespodzianek i nadzwyczajnych zbiegów okoliczności. Czasem ogarnia mnie odczucie, że oto mamy do czynienia z celowymi psikusami przyrody, których celem jest jedynie utrudnianie człowiekowi poznanie prawdziwych praw natury. Ciągle wydaje mi się, że broni się ona przed ostatecznym ujawnieniem swoich tajemnic. Jest to szczególnie uciążliwe dla tych, co dopiero rozpoczynają swoją przygodę z poznawaniem skał i minerałów, ale nie obce jest również znawcom przedmiotu. Podam trzy przykłady „złośliwości” natury, z którymi każdy, kto interesuje się mineralogią już się spotkał, lub ma szanse się spotkać w niedalekiej przyszłości i musi się nimi zmierzyć.

Różnorodność i podobieństwo

Najpospolitszymi minerałami skorupy ziemskiej, stanowiącymi 58% jej składu są skalenie, czyli glinokrzemiany wapnia, sodu i potasu. Mają one szereg wspólnych własności, stosunkowo mały ciężar właściwy przy dużej twardości (6 w skali Mohsa), podobny skład chemiczny, wyraźną łupliwość według dwu płaszczyzn. Wprawdzie występują w dwóch układach krystalograficznych, jednoskośnym i trójskośnym, ale różnica w kątach między nimi wynosi tylko 4°, co bez szczegółowych pomiarów jest trudne do zauważenia. Ich podobieństwo znacznie utrudnia identyfikację. Ale to dopiero początek. W podstawowej postaci istnieją trzy rodzaje skalenia: potasowe, sodowe i wapniowe. Są wprawdzie jeszcze barowe, ale ich znalezienie w przyrodzie nie jest takie łatwe, bo są niezwykle rzadkie i opisywanie ich tylko zagmatwałoby i tak już skomplikowany „skaleniowy” problem. Z trzema skaleniami, nawet podobnymi można by sobie łatwo poradzić, ale to byłoby za proste. Sprawa jest bardziej złożona. Zacznijmy od skaleni potasowych. W przyrodzie występują cztery minerały o takim samym składzie chemicznym będące skaleniami potasowymi. Różnią się jedynie budową krystaliczną. Są to ortoklaz, mikroklin, sanidyn i adular.
Skalenie sodowe i wapniowe występują wprawdzie tylko w postaci kryształów trójskośnych, ale za to doskonale mieszają się ze sobą tworząc ciąg kryształów od skalenia czysto sodowego, albitu do czysto wapniowego, anortytu. Mieszanki te też mają swoje nazwy: oligoklaz, andezyn, labrador, bytownit. Dodatkowo w wysokich temperaturach mogą mieszać się skalenie potasowe z wapniowo-sodowymi. Gdy temperatura gwałtownie spada nie następuje rozpad mieszanki lecz pozostaje on w formie krystalicznej. Takie skalenie też mają swoje nazwy, ale nie będę ich już podawał. Jak ma poruszać się początkujący kolekcjoner minerałów w takim natłoku składów chemicznych, wzorów, nazw, układów krystalograficznych przy jednoczesnym podobieństwie własności fizycznych? Czy to nie psikus natury, że ponad połowę mineralogicznego składu skorupy ziemskiej jest z jednej strony bardzo podobna do siebie, a z drugiej tak różnorodna. Paradoksalnie te dwie sprzeczności łączy trzecia, bardzo trudne ich rozróżnianie, bez szczegółowych badań laboratoryjnych. Nie mogłoby być tak jak z najpopularniejszą cieczą na Ziemi, wodą? Albo słodka, albo słona?

Jest jednak mała grupa skaleni, będąca arystokracją w tym świecie szarości. Ją bardzo łatwo odróżnić od innych, bo swoją barwą i innymi zjawiskami świetlnymi wyróżnia się wśród minerałów. Zasłużyła sobie nawet na osobne nazwy, kamień zorzy polarnej lub spektrolit to odmiana labradoru o migotliwej, niebiesko-złotej barwie, kamień księżycowy to odmiana sanidynu lub adularu, która wykazuje efekt poświaty księżycowej, kamień słoneczny, to odmiana oligoklazu, który charakteryzuje się ciepłymi barwami z charakterystycznymi błyskami, amazonit, to zielona odmiana skalenia potasowego. Ale już szlachetną, przezroczystą odmianę ortoklazu bardzo trudno odróżnić od innych bezbarwnych kamieni.

Po przeczytaniu tego fragmentu (swoją drogą współczuję tym co przebrnęli przez te nudne dla laika dywagacje) nie dziwi, to co bardzo często mówię początkującym kolekcjonerom. Dając do rozpoznania okaz pospolitego skalenia komuś, kto bez zmrużenia oka mówi, że pokazany minerał to np. sanidyn lub mikroklin, bez przeprowadzenia specjalistycznych badań lub choćby bez pytania o lokalizację, to mu tak do końca nie wierzcie, nie warto. Warto natomiast czytać dokładnie o miejscach, gdzie zamierzacie szukać kryształów skaleni. To są już lokalizacje przebadane przez geologów i mineralogów. Gdy, zgodnie z przeczytanymi opracowaniami, szukać tam mamy np. ortoklazów, to znaleziony skaleń pewnie nim będzie.

Fundament mineralogii

Tak nazwał kalcyt profesor Hubert Sylwestrzak. Trudno znaleźć bardziej trafne określenie dla kalcytu. Większość kolekcji też zaczyna się od kryształów tego minerału. Ale zwykle po początkowych sukcesach przy rozpoznawaniu kalcytu, następują pierwsze trudności. Wychodzi na wierzch, początkowo zakamuflowana, niespodzianka matki-natury Nie było problemu, z kryształami kalcytu znajdowanymi w kamieniołomie wapieni. Tam przecież nie występują praktycznie inne krystaliczne twory. Ale już w innych kamieniołomach zaczyna nas zastanawiać duża różnorodność kryształów. W jednym miejscu występują one w postaci trójskośnych tabliczek, w innym w postaci szpiczasto zakończonych piramid, gdzie indziej w formie szczotek krystalicznych, jeszcze w innym miejscu w postaci skupionych równolegle igiełek, lub w postaci mleka wapiennego albo małych sopli stalagmitowych.. Przeważnie w tym momencie następują pierwsze wątpliwości. Czy te wszystkie kryształy to kalcyty? Muszę przyznać, że ilekroć jestem w tych kamieniołomach, to często sam waham się czy to czasem nie inny minerał. Ale gdy przypomnę sobie, że może on występować w... 2 750 różnorodnych postaciach krystalizacyjnych, to przestaję się dziwić. Pojawia się natomiast uczucie pokory. Mam kilkanaście postaci kalcytu. Ile jeszcze przede mną? Ponad 2 tysiące? I jak je rozpoznać? Trudności pojawiają się szczególnie, gdy mamy do czynienia z większą ilością podobnych minerałów w jednym okazie. Tu zawsze będziemy mieli wątpliwości, co jest kalcytem, a co fluorytem, kwarcem, barytem, czy też jednym z zeolitów. Taką próbkę szkoda bowiem zniszczyć, by ją zbadać i przekonać się po czasie, co to były za kryształy. Rozpoznanie kalcytu jedynie po jego wyglądzie, przy wielkiej jego różnorodności też bywa bardzo trudne. Tak to pospolity kalcyt wystawia na próbę naszą wiedzę, doświadczenie i pokorę. Czy możliwe jest poznanie wszystkich rodzajów kryształów kalcytu? Już słychać chichot natury!

Pseudomorfozy - zagadki dla specjalistów

Prędzej czy później spotkacie się w swojej mineralogicznej przygodzie z pseudomorfozami. Są to kryształy powstałe w szczególny sposób. Wyobraźmy sobie kryształ soli kamiennej, czyli halitu, który wykrystalizował w formie pojedynczego kryształu z wody morskiej. Suchy klimat pozwala zachować jego regularne kształty, aż przychodzi burza piaskowa i zasypuje go drobinami kwarcu. Po jakimś czasie, dłuższym lub krótszym przychodzi ulewa i przesączająca się przez piasek woda rozpuszcza kryształ soli. Pozostaje jednak dokładnie odwzorowany jego kształt. Znów po jakimś czasie, zalewa powierzchnię roztwór siarczanu wapnia, który gdzieś w okolicy wypłynął z podziemnego źródła i wypełnia poprzez szczeliny między drobinami piasku pustą przestrzeń po krysztale. Pod wpływem podwyższonej temperatury następuje krystalizacja w postaci kryształów gipsu z odparowującej solanki. Ciepły klimat utrzymuje się do całkowitego wypełnienia pustki po halicie. Gdy po tym wykopiemy go z piasku, to zobaczymy w powłoce kryształu soli kamiennej, regularnym sześcianie, krystaliczny gips. I to jest pseudomorfoza gipsowa. Kształt kryształu pierwotnego wypełnia inny minerał.

Często wypłukiwanymi minerałami są aragonit, gips, baryt, cerusyt, siarka, celestyn, a końcowym efektem pseudomorfozy jest kalcyt. Czasem i kalcyt bywa minerałem pseudomorfozy. Niezmiernie trudno jest jednak ustalić w tym przypadku jaki był minerał pierwotny. Takie pseudomorfozy nazywane glendonitem, tinolitem lub jarowitem pojawiają się czasem na giełdach. Pochodzą one z wybrzeży Morza Białego. Szczególnym przykładem, występującym na północy Europy jest pseudomorfoza, której minerałem końcowym jest kalcyt, a pierwotnym, nie do końca poznany, uwodniony węglan wapnia zwany ikaitem. Proces zamiany minerałów przebiega w niskiej temperaturze, około 0 °C. Miejsce jego występowania świadczy zatem o tym, że kiedyś temperatura w otoczeniu osadów, w których powstawał nie przekraczała tej temperatury. Jest on zatem swoistym termicznym wskaźnikiem dawnych procesów geologicznych.

Nie muszę ukrywać, że rozpoznanie pseudomorfoz jest nawet dla specjalistów bardzo trudne, a co dopiero dla początkującego mineraloga. Trudne jest, a w wielu przypadkach niemożliwe przy obecnym poziomie wiedzy, ustalenie jaki minerał pierwotny zapoczątkował przemianę. Ostatnio na Allegro był wystawiony pseudolaucyt, czyli pseudomorfoza po tym minerale. Na moje pytanie skierowana do wystawcy, co jest w środku? Odpowiedź była: Nie wiem, na pewno nie leucyt. Jest więc sprawiedliwość na świecie. I dla fachowców natura przygotowała psikusa i skutecznie chroni swoje tajemnice.

Psikusy popularyzatorów mineralogii

Nie o wszystkie niejasności i trudności we właściwym rozpoznawaniu minerałów należy winić przyrodę. Często zawodzi człowiek.
Byłem ostatnio z Towarzystwem Miłośników Mineralogii na Słowacji można przeczytać i spotkałem w muzeum uniwersyteckim, a także w kopalni magnezytu minerał nazwany pałygorskitem. Po powrocie zacząłem szukać w literaturze coś bliższego o jego właściwościach i składzie chemicznym. Nie ukrywam, że było to dość trudne. Na stronach internetowych były tylko wzmianki o tej nazwie lub węgierskie opracowanie jakiegoś stanowiska z występowaniem minerału. Sięgnąłem do literatury. Po przejrzeniu 17 pozycji w 3 (słowackiej, włoskiej i tłumaczeniu z niemieckiego) znalazłem na temat tego minerału informacje. W każdej z nich był inny wzór chemiczny, a w jednym wydawnictwie autor napisał: „... skład chemiczny pałygorskitu do końca nie poznany, zachodzi podejrzenie, że jest to mieszanina dwóch oddzielnych minerałów, zdarzają się odmiany o znacznej zawartości żelaza” W poprzednich publikacjach nie było wzmianki o jonach Fe. Co ciekawe, na koniec sprawdziłem hasło: „pałygorskit” w katalogu „Minerały - systematyczny katalog 2004” Jana Parafiniuka i tam znalazłem jego podstawowe dane, ale żeby było śmieszniej, podany tam wzór chemiczny był jeszcze inny niż w pozostałych książkach. I jak tu można mieć pretensje do przyrody, że ukrywa swoje tajemnice? Jak wymagać od hobbystów znajomości jak największej ilości minerałów, gdy literatura podaje tak różne ich składy chemiczne? Wszyscy uczestnicy wycieczki widzieli okazy o wielkości ponad 1 metra, czyli nie jakieś tam mikroskopijne cząsteczki. Czyżby rzeczywiście nie można było ustalić jego składu chemicznego? A może nie warto go badać, bo nie ma żadnych wartości użytkowych?


Wasz starszy kolega
do góry | powrótA TO HISTORIA • WARTO PRZECZYTAĆ • PYTANIE RETORYCZNE • RADY STARSZEGO KOLEGI