valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

rady starszego kolegi


Trudne początki, cz. V
Rodzinne kłopoty

Każdy początkujący kolekcjoner minerałów czy skamieniałości, bez względu na wiek w jakim zaczyna swoją zbieracką przygodę, musi się zmierzyć z... oporem rodziny. Po przyniesieniu pierwszych okazów kamieni do domu głośniej lub ciszej, czasem po kątach dają się słyszeć pierwsze głosy niezadowolenia: „Nie mógłby się zająć zbieraniem znaczków, monet czy też odznaczeń? Cóż będziesz miał z tych kamorów? Jeszcze nieszczęście jakieś na dom spadnie”. Początki zawsze są takie same. Trudne. Ba, czasem do takich pytań dodawane są głośne kpiny i zgryźliwości. Czy można temu zaradzić lub przeciwdziałać. Można, choć to sprawa trudna i mozolna. Oto kilka rad.

Znajdujemy najsłabsze ogniwo

Gdy jesteście w wieku, gdy w waszej rodzinie ogólny nadzór sprawuje babcia, to ona nadaje się na najsłabsze ogniwo. Od jej postawy zależy łagodzenie nastrojów i doprowadzenie przynajmniej do wyciszenia niezadowolenia.. Trzeba w to zainwestować. Gdy zamierzacie zbierać minerały, to warto na giełdzie kupić kilka „ładnych” okazów agatów, ametystów, czy też dużych, kształtnych kwarców. To nic, że dla was nie będą interesujące, ale strategia tego wymaga. Następny krok, to wyszukanie literatury na ich temat. Po jej przestudiowaniu musicie na zawołanie wiedzieć jak, kiedy i gdzie powstały, na czym polega ich kolekcjonerska wartość Gdy wyczujecie dobrą atmosferę w domu i gdy oprócz babci są w pobliżu inni domownicy wyciągacie te okazy i pokazujecie jej opowiadając te wszystkie szczegóły. Na koniec nie zapomnijcie spytać. „ Popatrz babciu, jakie to ładne” Gdy usłyszycie choćby zdawkowe „No” - jest pierwszy sukces. Gdy zamierzacie zbierać skamieniałości, wszystko przebiega tak samo, okazami muszą być amonity, najlepiej te kolorowe z Madagaskaru lub Maroka, efektowne zęby rekina oraz jakiś okaz z najbliższej okolicy. W tym przypadku niezbędne są nazwy łacińskie (to robi wrażenie!) i opis wyglądu przedśmiertnego okazów.
Gdy jesteście dorośli i zaczynacie kamieniarską przygodę, to najsłabszym ogniwem będzie dorastające dziecko lub bratanek. Tu sytuacja jest trudniejsza, ale trzeba tej techniki spróbować i czekać chociażby na zdawkowe: „No”

Autorytet w domu

Mija trochę czasu. Atmosfera staje się obojętna. Entuzjazmu w stosunku do waszej kolekcji wciąż brak. Czas więc na etap drugi. Do niego też się trzeba przygotować. Należy koniecznie kupić, a w najgorszym razie pożyczyć, kilka okazów rzeczywiście rzadkich minerałów lub też z nietuzinkowych lokalizacji (np. andaluzyt z Sudetów, okenit z Indii, czy też ładny desmin ze Strzegomia). Zapraszacie następnie starszego kolegę kolekcjonera, który „robi za eksperta”. W czasie wizyty w pobliżu powinni być domownicy, by choć przez chwilę mogli usłyszeć: „ Ależ to niesamowity okaz! Skąd go masz? Coś niebywałego! Czy to rzeczywiście Karkonosze? Jak go zdobyłeś? W muzeum widziałem taki, ale był dużo mniejszy.” Wbrew pozorom, mimo ciszy wokół, domownicy słuchają i ich duma z was rośnie i pojawia się myśl: „No, no taki fachowiec docenił okazy naszego „kamieniarza”.

Po wyjściu „eksperta” pytania: „Kto to? Gdzie pracuje? Czy taki naprawdę z niego fachowiec?” świadczą, że osiągnęliście cel. Rodzina pomału zostaje oswojona z waszym hobby.

Pierwszy wyjazd w poszukiwaniu okazów

Przychodzi czas, gdy trzeba zaplanować wspólny urlop z rodziną, a przy okazji poszukać minerałów. Tu wymagana jest niebywała taktyka. Trzeba przede wszystkim wybić z głowy rodzinie wyjazd nad morze. Już od jesieni trzeba przy różnych okazjach opowiadać, o zimnym Bałtyku, o drożyźnie nad morzem oraz o niebezpieczeństwach w Chorwacji, czy też w innych ciepłych nadmorskich krajach. Nie można tego robić jednak zbyt nachalnie, bo przecież rodzina jest nie do końca oswojona z naszym hobby i może wyczuć intencje. Ale po kilku miesiącach takiego podawania faktów, potwierdzanych przez odwiedzających nas przyjaciół metoda będzie skuteczna. Rodzina wybiera góry. Pierwszy kroczek został zrobiony Teraz trzeba skierować całą energię, by wybór padł na Sudety a nie na Zakopane czy Krynicę. (tam przecież nic nie ma ciekawego dla mineraloga). Argumentem mogą być ceny i tłumy ludzi, „- a ja tak chcę odpocząć od ludzi!” – dodajemy przy każdej nadarzającej się okazji.

W końcu rodzina wybiera Lądek, Kudowę czy Szklarską Porębę. Drugi poważny krok do przodu. Teraz mamy czas na lekturę i znajdowanie ciekawych lokalizacji najbliżej przyszłego miejsca zamieszkania. W końcu urlop. Jedziemy. Teraz najważniejszy jest spokój. Przez pierwsze trzy dni spełniamy wszystkie zachcianki rodziny. Jedziemy tu, idziemy tam. Za każdym razem wykazując maksymalne zadowolenie. W końcu proponujemy np. wycieczkę pod Łabski Szczyt, gdzie mamy zamiar poszukać ametystów. „Przypadkowo” odpoczynek przypada nad potokiem, gdzie z literatury wiemy, że można znaleźć ciekawe okazy. Rodzinie proponujemy opalanie się, a my do pracy. Za pierwszym razem nie wolno wrzucać do plecaka najbliższych znalezionych okazów, bo to zniechęca. Sami musicie nieść do końca swoje zdobycze. Nie wolno również tak się zapamiętać w kopaniu, by pobrudzić ubranie. Ten fakt będzie wypominany przez bardzo długo („przez te kamienie zniszczyłeś taki ładny sweterek, który ci kupiłam!”). Poszukiwania należy przerwać również przy jakimkolwiek załamaniu pogody, mimo, że właśnie zaczęliśmy znajdować wyjątkowo ładne okazy.

Po powrocie nie pokazujemy wszystkich kamieni, najwyżej kilka z tych najładniejszych mówiąc – „ No, te nadają się do kolekcji”. Po kilku dalszych dniach może będziecie mieli szczęście i rodzina w końcu powie: „To jedź sobie zbierać kamienie, a my poopalamy się pod domem”. Pełny sukces.

Po powrocie

Po powrocie z wczasów trzeba kuć żelazo póki gorące. Oczywistym jest, że z pierwszego wyjazdu trudno przywieźć coś ciekawego, ale przynajmniej jeden okaz musi się znaleźć w kolekcji. Przy każdym jej pokazywaniu musi paść sakramentalne: „Ten okaz znaleźliśmy z mamą (żoną,ojcem, babcią) w Sudetach, zobaczcie jaki ciekawy?” To działa.

Czekając na następne wakacje nie wolno zapominać, że z każdej giełdy trzeba przywieść dla najbliższych jakiś drobiazg wykonany z minerału lub skały, którą mamy w kolekcji. To kolejny krok do zaakceptowania naszego niecodziennego kolekcjonerstwa.


Wasz starszy kolega
do góry | powrótA TO HISTORIA • WARTO PRZECZYTAĆ • PYTANIE RETORYCZNE • RADY STARSZEGO KOLEGI