valid XHTML 1.1     valid CSS 2  any browser

rady starszego kolegi


Trudne początki, cz. III
Pierwsze kłopoty każdego młodego kolekcjonera

pojawiają się wraz z próbami samodzielnego oznaczania znalezionych minerałów. Przeważnie tak wygląda scenariusz pierwszych niepowodzeń:
Nasz początkujący zbieracz minerałów znajduje w górach jakiś kamień z krystalicznymi formami. Przeczytał już ze dwie publikacje dotyczące mineralogii i chce sprawdzić swoje możliwości w rozpoznawaniu minerałów. Bierze do ręki znaleziony okaz i to co może zauważyć na pierwszy rzut oka to jego pokrój. Tu następuje pierwsze rozczarowanie. Gdzież mu tam do tych kształtów, które widział w książkach. Ma przed sobą bezspornie formy krystaliczne, ale są one przeważnie nieregularne i zniekształcone. Zapamiętał, że ważną cechą rozpoznawczą jest barwa minerału. I znów ma pecha. Jest ona mleczno-biała przechodząca w szarą. Sięga po książkę i okazuje się, że taką barwę posiada... co najmniej kilkaset minerałów. Zgroza! Co innego, gdyby był to ametystowy fiolet, czy malachitowa zieleń. A tak, cóż, katastrofa.

Próbuje sprawdzić twardość okazów. Ale jak to zrobić? W przeczytanych lekturach było czarno na białym, że trzeba minerałem twardszym, o znanej twardości pocierać minerał badany i obserwować rysę. Ma wprawdzie kryształ kwarcu o twardości 7 w skali Mohsa, ale czy okaz, który znalazł jest bardziej miękki? A jak zarysuje i uszkodzi znaleziony eksponat – myśli intensywnie. A może to jest jakiś unikat i uszkodzenie pozbawi go wartości? - Tylko bez paniki – tak stara się uspokoić- i sięga ponownie po lekturę. A tam podane są inne sposoby sprawdzania twardości, przy pomocy paznokcia i ostrza noża. Minerały o twardości 1-2 w skali Mohsa można zarysować paznokciem, a tych, których twardość nie przekracza 5 w tej skali ostrzem noża. Sprawdza ostrożnie na brzegu okazu. Powstała rysa, biały ślad po ostrzu noża. Podejmuje męską decyzję, zabiera okaz do domu. Tam, znów zabiera się za lekturę i przypomina sobie, że ciężar właściwy jest też jedną z właściwości umożliwiających rozpoznawanie minerałów. Waży w ręku okaz. Potem kładzie na szalkę wagi i... nic z tego nie wynika. Przecież wokół kryształu jest skała rodzima. Nie warto niszczyć z takim trudem znalezionego minerału. Postanawia, spyta się na najbliższej giełdzie, któregoś z wystawców, co to jest i jaką ma wartość.


Opowiedziałem ten wstęp do artykułu jednemu z młodszych kolegów. A on mi na to:
- Skąd pan o tym wie?. Odpowiedź jest prosta,:- Bo ja to przeżyłem na własnej skórze.

Będąc początkującym kolekcjonerem pojechałem na pierwszą w życiu giełdę minerałów do Wrocławia zabierając ze sobą kilka skamieniałości z Sulejowa oraz pierwszy oznaczony przez siebie minerał, jak mi się wówczas wydawało, skupienie kryształów gipsu. Dla tych co nie skończyli jeszcze 30 lat życia muszę przekazać informację, że na dawnych giełdach nie można było sprzedawać ani kupować minerałów, tylko je wymieniać. Przytuliłem się ze swoimi kamieniami do jednego z kolekcjonerów, nieżyjącego już Stefana Miedzielskiego i dumny i blady czekałem jak ktoś się zainteresuje moim okazem osobiście oznaczonym. Mniej więcej po pól godzinie jakiś mężczyzna statecznym krokiem z okularami na czole przemaszerował koło mojego stolika. Podszedł, wziął mój „gips” do ręki, bez słowa popróbował znacząco zarysować go paznokciem i powiedział od niechcenia.” - To nie gips, to kalcyt, chyba z Wojcieszowa, chyba z południowego rejonu odkrywki”. Do dziś pamiętam ten wyrok. Jeszcze tylko usłyszałem od gospodarza stolika: „-Ty to masz szczęście, zainteresował się tobą sam doktor Drygalski”. A ja czułem się strasznie. Jak to! Po przeczytaniu takiej mądrej ksiązki nie potrafiłem odróżnić minerału? Dziś po latach mam dużo więcej wyrozumiałości i ...pokory. Umacnia mnie w tym przygoda profesora Sylwestrzaka, który będąc już znanym specjalistą mineralogii nie rozpoznał fałszerstw minerałów zakupionych od handlarzy w Maroku, czy też przypadki mojego kolegi specjalisty, który źle rozpoznał minerały z Mali kupione od pośredników, czy też mój przypadek z ostatnich dni, gdy rzekomo najprawdziwszy w świecie bursztyn rozkleił mi się w rękach.

Nawet ludzie, których zawodem jest między innymi rozpoznawanie minerałów, celnicy z RPA i Namibii, których zadaniem jest nie dopuścić do przemytu diamentów mają obok swoich stanowisk... pojemnik z wodą. Gdy mają wątpliwości, czy przezroczysty kryształ to kwarc czy diament, wrzucają go do wody. Kwarc jest w niej praktycznie niewidoczny, diament zaś błyszczy jeszcze bardziej niż na powietrzu.
Dlaczego o tym piszę? Po to, by was przekonać, drodzy czytelnicy, młodzi kolekcjonerzy, że nie warto mieć kompleksów, natomiast warto się uczyć, czytać, oglądać okazy innych, porównywać i za każdym razem wierzyć, że rozpoznany minerał na pewno jest tym, którego szukacie. Jak nie będzie się to zgadzało z rzeczywistością, to zawsze się znajdzie ktoś życzliwy, kto skoryguje wasze diagnozy.

Co mogę radzić?

Przede wszystkim najważniejsze jest „obycie” się z minerałami i „opatrzenie”. To może czasowniki niezbyt eleganckie, ale oddają sedno sprawy. Dziś macie szansę dużo większą niż kiedyś, bo na giełdach można spotkać minerały dosłownie z całego świata. Aby odróżnić wanadynit od innych minerałów, wystarczy popatrzeć na okazy przywiezione z Maroka. Zapamiętując podstawowy kształt jego kryształów i barwę możecie łatwiej rozpoznawać wanadynity z innych lokalizacji. By rozpoznać baryt, to nie trzeba już sięgać do metod opisywanych w podręcznikach. Większość okazów można rozpoznać po ich charakterystycznych kryształach, oraz po większym ciężarze właściwym niż kalcyt czy fluoryt. To można odczuć po wzięciu do ręki okazu. Jak chcecie poznać cerusyt, to zwróćcie uwagę na to, że pięknie wykształcone przezroczyste kryształy będą znacznie cięższe niż kryształy kwarcu czy kalcytu. Po pewnym czasie z łatwością rozpoznacie fluoryt po charakterystycznych tabliczkowych, regularnych różnobarwnych kryształach. Ale już rozpoznanie fluorytu, który jest w formie zbitej, jest trudniejsze. Swoją sprawność w tej dziedzinie można sprawdzić w Kletnie, gdzie przy fioletowym fluorycie występuje fioletowy ametyst. I w tym miejscu kłania się metoda „scyzorykowa” badania twardości. Fluoryt da się zarysować, ametyst- nie. Łatwo poradzicie sobie też z rozpoznawaniem pirytu po jego złotej barwie i sześciennych kryształach. Podobnie nie powinno być kłopotu z galeną. Jej srebrzysta barwa i niezwykle duży ciężar właściwy praktycznie wyklucza pomyłkę. Niestety z innymi minerałami o połysku metalicznym mogą być kłopoty.

Przed wyruszeniem w teren

na poszukiwanie nowych okazów niezwykle ważne jest zapoznanie się z geologią miejsca, które zamierzacie odwiedzić i przeczytanie w dostępnych publikacjach o występujących tam minerałach. Najlepiej gdy są to albumy ze zdjęciami okazów. Jeżeli tak postąpicie, to np. w Wojcieszowie w kamieniołomie szukać będziecie kryształów kalcytu, a nie galeny, w dolinie Kaczawy szukać będziecie agatów, jaspisów i kwarców, a nie nefrytu, w Sławniowicach będziecie szukać zarówno kryształów kalcytu jak i kwarcu.
W tym miejscu wypada mi napisać, że aby odróżnić oba minerały w domu, nie w terenie, należy zaopatrzyć się w kwas solny lub mocny ocet. Gdy ich krople naniesiecie na minerał i pozostanie on bez zmian, to znaczy, że jest to kwarc, a gdy zacznie się burzyć, to znaczy, że jest to kalcyt. Nie radzę kwasu brać na wyprawę, bo zgodnie ze znanym twierdzeniem doświadczonych podróżników :”Co może się wylać, to się wyleje” nie warto ryzykować.
Oczywiście są miejsca, w których znaleźć można dużo różnych minerałów. Dla przykładu w Szklarach można znaleźć chryzopraz, chalcedon, opal, turmalin, granit napisowy, chryzoberyl, związki niklu i żelaza, a w Kletnie różnobarwny fluoryt, kalcyty, kwarce w tym ametysty, związki miedzi i żelaza, oraz cały szereg minerałów, które występują w mikroskopijnych wielkościach lub w postaci nacieków.

Rozpoznawanie minerałów byłoby proste, gdyby nie
złośliwość natury.

Ale o tym w następnej części


Wasz starszy kolega
do góry | powrótA TO HISTORIA • WARTO PRZECZYTAĆ • PYTANIE RETORYCZNE • RADY STARSZEGO KOLEGI